sobota, 8 października 2011

jeszcze trochę o pracy

jestem niespokojnym duchem. W pracy jest nie wiele dni, które mi pasują. Zmieniam firmy co jakiś czas         i nigdy nie awansowałem w w firmie, której od jakiegoś czasu byłem zatrudniony. Wiem, że to małe firmy, kompletnie nie mające nic wspólnego z korporacją, ale taka jest prawda. Nie umiem zwinąć uszów po sobie i czekać, ch... na co mam czekać. Zazdroszczę tym co chodzą do pracy i są z niej zadowoleni. W tej firmie pracuje około roku i niestety ale wiem, że prędzej na wierzbie wyrosną gruszki niż ja się dogadam                z prezesem,  po raz kolejny trzeba sobie powiedzieć "Do widzenia". Trudne jest dla mnie do za akceptowania, że ktoś na mojej wiedzy się ślizga i łapie punkty, a gdy jest jakaś porażka to ja obrywam. Ponadto, jestem niestety pewien, że zbyt dużo w tej firmie zależy od sympatii i antypatii prezesa , opartych na towarzyskich relacjach, a nie fachowości. Na tą chwilę oceniam ten swój pobyt za czas stracony, może za kilka lat będę to oceniał inaczej, a teraz już mnie brzuch boli na samą myśl o poniedziałku. Zastanawiam się czy jest szansa na pracę, którą będę lubił ? Chyba mam dziś doła i to mocnego, napiłbym się ale picie przed 18 to alkoholizm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz