Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

(437) perspektywy na weekend standardowe

dwie i pół noce chlania piwa i spanie w dzień do 12:00. Nie ma co wysoka kultura.

Tydzień minął i dobrze, o tydzień bliżej do końca na tym ziemskim padole.
Kolejny tydzień , kiedy spalam się w pracy, na ch... mi to.
Kompetencje, wiedza chyba istnieje w słownikach bo ludzie za grosz jej nie mają. Za to najgorsze jest to, że nie które gwiazdy nawet nie rozumieją tego co robią. Test sprawdzający opisz czym zajmuje się Twoje przedsiębiorstwo, po co istnieje Twój pracodawca. Strach się bać odpowiedzi. Chcę wykrzyczeć na całe gardło nad uchem delikwenta "dokumenty się czyta, a nie ogląda". Ludzie mają marzenie dostać pracę i na koniec miesiąca wypłatę.
A ja mam marzenie dostać wynagrodzenie, które by odzwierciedlało mój włożony wysiłek, moje zaangażowanie i ratowanie dupy właścicielom, Prezesom i innym geniuszom biznesu. Co sami się potrafią tak wyłożyć , że nawet nie jest potrzebna prowokacja podatkowa.

US już się zbliża,
już puka do twych drzwi,

biegniesz go przywitać
cały z radości drżysz,

Mam nadzieję, że się nie wyłożysz i sam się im na tacy nie podasz.

Obrazek jako marzenie byle do wakacji,

wtorek, 19 maja 2015

(420) poniedziałki, dobrze że mijają

jakiś czas temu podejrzewałem , że "Nie lubię poniedziałków" z zasady marudzenia jak prawdziwy Polak. Przez ostatnie półtora roku będąc we Wrocławiu, myślałem że za to odpowiedzialne moje wczesne wstawanie o czwartej rano to nie brzmi najlepiej, następnie trzy godziny jazdy samochodem osiem godzin pracy i punkt szesnasta i nadawałem się do pójścia spać. Najpóźniej o dziewiętnastej byłem w łóżku. Potrafiłem wstać we wtorek o siódmej czyli po dwunastu godzinach. Dopiero wtedy nadawałem się do życia. Wydawała mi się, że sam jestem sobie winny prowadząc intensywne życie weekendowe. Dwie imprezy jedna w piątek druga w sobotę, ale nie zawsze odrobina alkoholu i niedzielna walka sama z sobą wstać czy nie wstać, o to jest pytanie. 

Kiedy wróciłem do Poznania , kilka pierwszych tygodni przyznaję było trochę zabawowe ale bez przesady. Teraz kiedy jestem u siebie nie nadganiam straconego czasu i już nie mam parcia na spotkania dwa dni z rzędu. Alkoholu wcale tak wiele nie piję ostatni wyjazd na mecz wyraźnie pokazał , że nie za bardzo pasuje do towarzystwa. 

To dlaczego syndrom poniedziałku nadal we mnie tkwi. Wczoraj jak tylko skończyłem pracę to poczułem się jakby mi zabrakło baterii. Byłem jak króliczek co używa gorszych baterii. Zjadłem obiadokolację, umyłem się półgodziny pokręciłem się i o dwudziestej spocząłem w objęciach Morfeusza, nawet światło mi nie przeszkadzało, w nocy kilku minutowa przerwa i dalej. Dopiero dzisiaj daje radę funkcjonować. To jest jakiś kac bez alkoholu, z zasady w niedzielę nie piję. 

Moje nastawienie trochę się poprawiło, perspektywa aktywnych wakacji potrafi zrobić cuda. Miałem sporą przerwę w zagranicznych wojażach i mam obawy czy dam radę, czy odpocznę czy wrócę przybity i wściekły na za duże oczekiwania. Mam obawy, czy moje wspomnienia są wyidealizowane czy ja naprawdę tam regeneruję siły na kolejny rok życia. Jeszcze trochę czasu jest, ale motyle w brzuch ze stresu zagościły.

Wprawdzie taki raj jak na obrazku to nie będzie, ale najważniejsze jest słońce, plaża i morza szum