Szczerze, czuje się bardzo głupio gdy ktoś mnie podziwia, gdy ktoś zauważa mój wysiłek, gdy uznaje coś za sukces, a mnie to nie zadowala. Dla mnie to jest dotrwanie do pierwszego, a nie zwycięstwo. Pewne zdarzenia spowodowały, że naprawdę w przeciągu dwudziestu pięciu dni 2016 roku usłyszałem słowa "dał radę, ten który nie miał dać rady" i "nie przejmuje się, tylko realizuje cele"
Słowa zachwytu są bardzo miłe , ale trochę mnie deprymują. Jeśli ktoś myśli , że jestem tworem moich rodziców, to mocno upraszcza. Dostrzega szatańską moc mojego brata , nie gwarantuję że jest Twórcą. Może to są moi nauczyciele z podstawówki, a może z liceum? Moje szefowe ? Moi Prezesi? Moi koledzy, przyjaciele? Moi wrogowie ?
Prawda jest taka, że moją moc przetrwania stworzyli wszyscy , których spotkałem. Którzy kopnęli mnie w dupę i powiedzieli, że mogę to zrobić. Mówili bo w to wierzyli, czy chcieli mieć święty spokój? Nieważne, przekroczyłem granicę swoich dotychczasowych możliwości.
Każdy Wasz komentarz pozwolił mi spojrzeć inaczej, pozwolił mi czegoś się nauczyć.
Czas rozpocząć naukę pływania, gdybym przez przypadek się utopił, to pamiętajcie, ja naprawdę szczerzę niczego w życiu nie żałuję . ;)
