poniedziałek, 2 listopada 2015

(479) problemy z komunikacją międzyludzką

zawsze postrzegany byłem jak osobą ze zdolnością do komunikacji międzyludzkiej. Potrafiącą się dogadać prawie z każdym i nie przekonać go do swoich racji, ale uświadomienia mu, że byłoby w dobrym tonie gdyby zechciał szanować rację innych. Pierwszy raz to było w siódmej klasie, wychowawczyni rusycystka wymiękła i uznała rację buntowników z klasy. Dlaczego to pamiętam po tylu latach, ponieważ co jakiś czas przypomina mi o tym rodzina. Kolejny raz było to w liceum byłem zawsze adwokatem diabła, utrapieniem nauczycieli.

Niestety coś się skończyło, wyczerpałem swój talent. Ostatnio regularnie nieważne gdzie, nieważne co powiem czuje się niewłaściwie zrozumiany. Kiedy widzę co słuchacz usłyszał bo chciał, to doprawdy widzę piękną katastrofę, która będzie rozpamiętywana jak katastrofa Titanica, lub sterowca Hindenburga.

Zaczynam się bać coś głośno mówić. Pomimo szczerych chęci i tak nikt tego nie słucha. Każdy wie lepiej. Rozmowy brak, dialogu nie ma. Wymiany myśli, zapomnij, budowanie idei . Co to jest budowanie ? Co to jest praca wspólna? Masz przyjąć moją wizję j*.*.

Jest mi ostatnio ciągle przykro. Z powodu utraconego czasu i braku nadziei na przyszłość. I jeszcze perspektywa bycia piątym kołem u wozu. Potrzebuje słońca, wakacji, drinka z palemką, szkoda że sam, ale tak może i lepiej .