rozwieszając pranie, będąc już po jednym piwie wspiąłem się na wyżyny mojego intelektu i oświeciło mnie, że popełniam logiczny błąd. Dotychczas uważałem, że jesteśmy stworzeni dzięki naszym złym doświadczeniom, naszym porażkom, że sukcesy i dobre chwile są nam tylko potrzebne żeby nie zwariować , ale niczego nas nie uczą.
Popełniłem błąd, dobre chwile i nasze sukcesy jeśli tylko tego chcemy też nas uczą . Tylko czego ? Osobiste doświadczenia spowodowały, że ja uczciwe przyznaję nie jestem wstanie komuś zaufać. Zaufać do takiego stopnia, żeby z kimś być , żeby tworzyć parę. Jestem obecny na portalach, ale to jest złudzenie. Przecież wiem , że ze strachu przed kolejnym upadkiem wystawieniem się na śmieszność, bycia żałosnym znajdę sto powodów powiedzenia nie, nieodezwania się , wylogowania się w tym momencie kiedy On mnie zaczepi. Nie oszukujmy się argumenty, że jest za duży, jest za stary , jest za gruby , jest za chudy, nie zaakceptuje niepełnosprawnego są tylko po to żeby siebie przed samym sobą usprawiedliwić.
Gdybym miał dobre doświadczenie z prawdziwą przyjaźnią, może potrafiłbym przejść do mocniejszego emocjonalnego zaangażowania, a tak jestem w przedszkolu jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. Cały ten piruet myślowy został wykonany pod analizę moich relacji z pewnym młodym facetem i wyszło mi, że chciałbym i się boję i nie wiem jak zacząć, żeby nie spierdolić i chociaż mnie czasami On cholernie wkurza to jest nadzwyczaj inteligentny i ja to najbardziej w nim lubię i chyba z nim bym się nie nudził. Pytanie otwarte kogo on widzi patrząc na mnie.
Ps. Adi! Koleś jest ładny, ale kto jest nieładny, gdy jest młodszy o dziesięć lat ;)
