Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 lipca 2015
niedziela, 1 marca 2015
(394) 1. marca, 1/6 roku za nami
dziwne jak ten czas szybko leci. Przecież tak nie dawno był 1. ale wrzesień . Dzień powrotu do życia zawodowego w Poznaniu. Potem był 1 styczeń , a teraz jest 1 marzec. Pół roku minęło i już mnie nie dotyczy dwutygodniowe wypowiedzenie. Kiedy wróciłem niestety, każdy kolejny dzień był coraz krótszy, coraz chłodniejszy, ale szczerze przyznaję, że bardzo jestem wdzięczny stwórcy za łagodną zimę. Jeszcze tylko dziewiętnaście dni i dzień będzie dłuższy niż dwanaście godzin, o jedną minutę, ale dłuższy. Jak dla mnie będzie to ta lepsza część roku.
Tydzień upłynął mi na konsultacjach telefonicznych z Wrocławiem. Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Szkoda, że te konsultacje nie obniżają wartości mojego rachunku za telefony tylko są świadczone w opcji wolontariat.
Trochę spotkań z ludźmi , trochę więcej rozmów telefonicznych i od razu czuję się lepiej. Mogę żyć sam, nie wyobrażam sobie dzielenia z kimś łóżka, muszli klozetowej i przepychania się do lodówki przy śniadaniu. Trudno jest to mi wyobrazić sobie. Nawet nie wiem czy śniadanie do łóżka traktowałbym jako nagrodę czy łaskę. Nie wiem jak on mógłby wyglądać. Niestety nie widzę tego, a wspominając z pewnego romansidła słowa jedynej w swoim rodzaju Barbry nie słyszę muzyki i na pewno nie jest to Puccini. Z drugiej strony nie jestem wstanie żyć samotnie. Preferuje odpoczywać w tłumie na rozmowach na poziomie pudelka , lub wyższej matematyki. Mogę spędzić noc na dyskusjach o teatrze alternatywnym, lub chińskiej kaligrafii. Potrzebuje tych moich wariatów, niestety najtrudniejsze jest to, że większość z nich to zaobrączkowane pary heteroseksualne i czasami muszą spędzić czas z bliższą lub dalszą rodziną.
Oglądałem w ten weekend film w kinie "Dwa dni, jedna noc" nie dla mnie za bardzo przekombinowane, za bardzo dołujące. Recenzja dystrybutora, chyba napisał to ktoś kto nie zna francuskiego, a otrzymał wersję oryginalna do opisania.
moja nowa fascynacja muzyczna, ;)
Tydzień upłynął mi na konsultacjach telefonicznych z Wrocławiem. Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Szkoda, że te konsultacje nie obniżają wartości mojego rachunku za telefony tylko są świadczone w opcji wolontariat.
Trochę spotkań z ludźmi , trochę więcej rozmów telefonicznych i od razu czuję się lepiej. Mogę żyć sam, nie wyobrażam sobie dzielenia z kimś łóżka, muszli klozetowej i przepychania się do lodówki przy śniadaniu. Trudno jest to mi wyobrazić sobie. Nawet nie wiem czy śniadanie do łóżka traktowałbym jako nagrodę czy łaskę. Nie wiem jak on mógłby wyglądać. Niestety nie widzę tego, a wspominając z pewnego romansidła słowa jedynej w swoim rodzaju Barbry nie słyszę muzyki i na pewno nie jest to Puccini. Z drugiej strony nie jestem wstanie żyć samotnie. Preferuje odpoczywać w tłumie na rozmowach na poziomie pudelka , lub wyższej matematyki. Mogę spędzić noc na dyskusjach o teatrze alternatywnym, lub chińskiej kaligrafii. Potrzebuje tych moich wariatów, niestety najtrudniejsze jest to, że większość z nich to zaobrączkowane pary heteroseksualne i czasami muszą spędzić czas z bliższą lub dalszą rodziną.
Oglądałem w ten weekend film w kinie "Dwa dni, jedna noc" nie dla mnie za bardzo przekombinowane, za bardzo dołujące. Recenzja dystrybutora, chyba napisał to ktoś kto nie zna francuskiego, a otrzymał wersję oryginalna do opisania.
piątek, 2 stycznia 2015
Odruch serca
obejrzałem ten film w Nowy Rok. Spodziewałem się komedii romantycznej, bo przecież gra Matt Bomer. Będzie przecież grał co dopiero poznany słodziak Jonathan Groff. No i jeszcze piękna Julia i dostałem po nosie , ale czego ja oczekiwałem jeśli film zrobiono dla HBO. Powinienem być ostrożny, ich motto to chyba wstrząsnąć widzem, zaszokować i zostawić w rozsypce może zdąży się pozbierać do następnej naszej premiery.
Z pamiętnej Filadelfii po dwudziestu jeden latach od premiery pamiętam trzy sceny. Wycierającego rękę po przywitaniu bohatera granego przez Denzela Washingtona , scena tańca Antonio Banderasa i Toma Hanksa ubranych w mundury amerykańskiej marynarki białe i samotnie tańczącego Toma Hanksa z stojakiem z kroplówką do śpiewanej przez Marię Callas opery .
Odruch serca to film fabularny na filmweb zaznaczono, że dla TV jakby był gorszy. Może gdyby był robiony dla TVP lub TVN to by należało to zaznaczyć, ale dla HBO to trochę przesada. Jest o początkach odkrywania, prowadzenia badań nad wirusem HIV. Jest o strachu przed chorobą i o miłości. Bohaterzy są wykluczeni i walczą o akceptację w rodzinie. Obserwujemy walkę przyjaciół pacjentów o ich prawa, bo oni sami trafiają do szpitala tak słabi i tak zniszczeni przez chorobę, że jedyne co są wstanie zrobić to umrzeć, a nawet to boli . Opowiedziana historia wyzwala potężny ładunek emocjonalny.
Jaką zapamiętam scenę? Chyba tylko jedną, nagi Matt Bomer wchodzący pod prysznic, nie mający siły, potrzebujący pomocy swego partnera z plecami pokrytymi mięsakiem Kaposiego.
Julia Roberts gra właściwie bohaterkę drugiego planu, jest piękna inaczej , ale jak pojawia się to kradnie innym aktorom całe przedstawienie. Moje uznanie i gratulacje. Naprawdę jest Gwiazdą.
Wirus odkryto w 1983 w Europie lub 1984 w USA . Już upłynęło trzydzieści lat. Nadal nie ma to lekarstwa. Jeśli, ktoś jest młody i zastanawia się co robić w przyszłości to proponuję, żeby został lekarzem naukowcem i poszukał kilku ważnych rozwiązań naszego życia. Jest tylko maleńki problem musi zaakceptować fakt, że to będzie robił zagranicą. Zastanawiam się dlaczego bardzo bogaci ludzie przekazują bardzo duże pieniądze na Afrykę, na walkę z głodem, na edukację podstawową, a nie na walkę z tą chorobą. Przecież ta choroba zniszczy, wyludni Afrykę. Gdybym był decydentem w tym kraju , to zwiększyłbym wydatki na szkolnictwo wyższe , ale na badania, nie na szkoły ekonomiczne, socjologiczne, tylko na medycynę, rolnictwo, żywność genetycznie modyfikowaną, na politechniki. I to nie przez jeden rok tylko program na lata. Jest jeszcze wiele do zrobienia rzeczywistość nie jest taka jaką oglądamy w "M jak miłość" nie oglądam, ale wiem co to jest za południowoamerykańska telenowela wyprodukowana przez TVP2.
piątek, 11 lipca 2014
sobota, 22 lutego 2014
TAJEMNICA FILOMENY
kiedy pierwszy raz usłyszałem o filmie nie pamiętam już gdzie, bardzo chciałem go zobaczyć. Ciekawa historia , prawdziwa może lekko podkoloryzowana, ale w którym filmie tego nie zrobiono. Już sam wybór aktorów, którzy grają w filmie jest podkoloryzowaniem, jakby wyglądał ten film gdyby inna aktorka zagrała Filomenę na przykład Amerykanka lub Polka. Judi Dench dla mnie rewelacyjna. Fantastycznie żongluje twarzami Filomeny, jako katoliczki, jako kobiety niemoralnej, kajającej się za grzech i mającej przyjemność z grzeszenia. Po obejrzeniu filmu zadawałem sobie cały czas dwa pytania, kto tak naprawdę jest grzesznikiem Filomena czy zakonnice i drugie pytanie jakim prawem niektórzy z nas dają sobie prawo osądzać postępowanie innych i ich wybory piętnować, po co jest konfesjonał ? Siedzący w środku się wywyższa nad klęczącym z boku niego ? Dawno już straciłem wiarę w "święty powszechny kościół katolicki" i chyba nic już tego nie zmieni i ten film dla mnie nie jest jakimś przełomem. Bo znam wiele grzechów, które kościół potępia, a ludzie którzy je popełniają mają więcej w sobie miłosierdzia i wiary niż pasterze.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
MORGAN
po raz kolejny rzuciłem się na oglądanie filmu, w którym głównymi bohaterami są geje. Co dziwne po raz pierwszy, przynajmniej tak mi się wydaje nie było w filmie sceny z dyskoteki gejowskie. Kto czytał moje wcześniejsze posty o filmach zauważył, że bardzo marudzę na ścieżki dźwiękowe w filmach o gejach, tym razem muszę przyznać, że nareszcie ktoś dobrze nagrał dźwięki miasta nie czułem się jakbym miał zatkane uszy po prysznicu lub basenie. W filmie jest kilka prawdziwych scen według mnie, tylko nie do końca rozumiem Deana. Muszę przyznać, że zazdroszczę Morganowi odwagi.
Po dzisiejszym leżakowaniu na sofie, naszedł mnie pomysł na serial policyjno-komediowy. Para głównych bohaterów to kobieta, która awansuje na szefa wydziału śledczego i jej główny detektyw, gej jej najlepszy przyjaciel, którego dotychczas była partnerem, ale po awansie przydziela mu młodego partnera, dlaczego faceta? To proste nie zamierza się dzielić swoim przyjacielem, powiernikiem jej sekretów z relacji facetami z inną kobietą. Młody pomagier, żeby nie było niejasności to heteroseksualny młody byczek, trochę płochliwy i nie zawsze zgrabny. Zaliczający wpadkę za wpadką. Może kiedyś rozwinę ten pomysł.
Jaki serial był motywem do powstania mojego pomysłu ?
Po dzisiejszym leżakowaniu na sofie, naszedł mnie pomysł na serial policyjno-komediowy. Para głównych bohaterów to kobieta, która awansuje na szefa wydziału śledczego i jej główny detektyw, gej jej najlepszy przyjaciel, którego dotychczas była partnerem, ale po awansie przydziela mu młodego partnera, dlaczego faceta? To proste nie zamierza się dzielić swoim przyjacielem, powiernikiem jej sekretów z relacji facetami z inną kobietą. Młody pomagier, żeby nie było niejasności to heteroseksualny młody byczek, trochę płochliwy i nie zawsze zgrabny. Zaliczający wpadkę za wpadką. Może kiedyś rozwinę ten pomysł.
Jaki serial był motywem do powstania mojego pomysłu ?
niedziela, 8 września 2013
SIŁA PRZYCIĄGANIA
przykro mi, ale na mnie nie zadziałała. Kolejny film z wątkiem gejowskim, w którym pomysłu wystarczyło na trailer. Za długi początek, rozwlekły nawet nie do końca konsekwentny, później rozwinięcie które miało kilka ciekawych momentów bez kontynuacji i nagle info, że to koniec filmu bez sensu.
Po raz kolejny dałem się złowić jak klasyczna ciotka, co to piszczy bo dupę zobaczyła, a jak mam chęć obejrzeć gołą dupę to w internecie znajdę sobie sporo takich jak mi się podobają. Jestem wściekły na siebie, że zmarnowałem szesnaście złoty.
Ktoś chce opowiedzieć historię, a tam nie ma tła drugiego planu, przecież gdyby trzeba przyznać nagrodę za bohatera drugiego planu w tym filmie to ja szczerze go nie widzę.
I po raz kolejny wkurza mnie problem z dźwiękiem, z tłem muzycznym, dlaczego w filmie europejskim nie ma dobrego motywu muzycznego. Nie wymagam muzyki jak z "Przeminęło z wiatrem" czy "Pożegnanie z Afryką" ale niech tam będzie chociaż tak jak w "Shelter"
Po raz kolejny dałem się złowić jak klasyczna ciotka, co to piszczy bo dupę zobaczyła, a jak mam chęć obejrzeć gołą dupę to w internecie znajdę sobie sporo takich jak mi się podobają. Jestem wściekły na siebie, że zmarnowałem szesnaście złoty.
Ktoś chce opowiedzieć historię, a tam nie ma tła drugiego planu, przecież gdyby trzeba przyznać nagrodę za bohatera drugiego planu w tym filmie to ja szczerze go nie widzę.
I po raz kolejny wkurza mnie problem z dźwiękiem, z tłem muzycznym, dlaczego w filmie europejskim nie ma dobrego motywu muzycznego. Nie wymagam muzyki jak z "Przeminęło z wiatrem" czy "Pożegnanie z Afryką" ale niech tam będzie chociaż tak jak w "Shelter"
Lokalizacja:
Poznań, Polska
niedziela, 12 maja 2013
Yossi
jak powstanie jeszcze kilka polskich stacji telewizyjnych, to zacznę krzyczeć. W tygodniu nie oglądam TV więc w sobotę i niedziele pudło jest włączone przez większość czasu i pilotuje po 50 kanałach bez sensu. Oczywiście musi lecieć "Czterej pancerni i pies" lub "Stawka większa niż życie" ile razy to muszą puszczać, chyba przestaną gdy wyjdzie na światło dzienne jakieś brudy z dalekiej historii o aktorach tak jak w niemieckiej telewizji i ich popularnym serialem.
Dlatego z wielką przyjemnością zasiadłem do oglądani izraelskiego filmu "Yossi" to kontynuacja filmy "Yossi i Jagger", kilka lat temu miałem okazję to obejrzeć w jakiś płatnym kanale. Obie historie łączy tylko główny bohater i delikatne nawiązanie do tamtej historii. Historia jest opowiedziana powolnie, można delektować się scenami przy tym nie występuje w widzu znużenie. W tym filmie jest kilka elementów, które uważam za mistrzostwo na tym polega dobra praca reżysera, aktora tak powinno to się robić.
Przede wszystkim, aktor który gra głównego bohatera, ma w sobie jak dla mnie dużo uroku, ale nie ma urody hollywoodzkiej gwiazdy, patrząc na niego można powiedzieć, że gdzieś widziało się takiego faceta i przez to można wciągnąć w to co opowiada
Scena randki nagranej przez internet. Gdzie podstawia zdjęcie sprzed lat. No powiem tak, kto tego nie zrobił niech pierwszy rzuci kamieniem. Randka która kończy się za nim się zaczęła. Dorosły facet, który z jednej strony akceptuje siebie, bo nawet nie reaguje na plotki krążące o nim lub zaczepki kumpla z pracy, a z drugiej strony zamknął się w pancerzu samotności. Jest sam, niby coś tam robi żeby to zmienić tylko zatrzymuje się w połowie drogi . Tą scena to odbierałem bardzo osobiście, jakbym ją ktoś przepisał z mojego życia i żeby było wszystko jasne to ja jestem ten mniej atrakcyjny.
Kolejna scena to podróż z czterema żołnierzami, których postanawia podrzucić do kurortu wypoczynkowego, nie wiem dlaczego ten kurort pomimo że w niczym nie przypominał tego z Dirty Dancing, jakoś tworzył mi takie skojarzenie. Od tego momentu toczy się na wielu poziomach gra. Jeden z żołnierz, Tom jest gejem takim pewnym siebie z inicjatywą widać, że Yossi mu się podoba, z drugiej strony Yossiemu Tom też się podoba, ale jeśli ten za bardzo przyspieszy to Yossi zwieje jak Struś Pędziwiatr jeśli nie przejmie inicjatywy to będzie to zmierzać donikąd. Bardzo fajnie się to oglądało.
Yossi tak wyglądał dziesięć lat temu,
a tak wygląda w 2012 roku,
Kolejna scena to podróż z czterema żołnierzami, których postanawia podrzucić do kurortu wypoczynkowego, nie wiem dlaczego ten kurort pomimo że w niczym nie przypominał tego z Dirty Dancing, jakoś tworzył mi takie skojarzenie. Od tego momentu toczy się na wielu poziomach gra. Jeden z żołnierz, Tom jest gejem takim pewnym siebie z inicjatywą widać, że Yossi mu się podoba, z drugiej strony Yossiemu Tom też się podoba, ale jeśli ten za bardzo przyspieszy to Yossi zwieje jak Struś Pędziwiatr jeśli nie przejmie inicjatywy to będzie to zmierzać donikąd. Bardzo fajnie się to oglądało.
Yossi tak wyglądał dziesięć lat temu,
a tak wygląda w 2012 roku,
wtorek, 1 maja 2012
Batman jest gejem
Od momentu, kiedy przeczytałem , że Batman jest gejem, to jestem w szoku, gorzej jestem przeciw. Owszem wiedziałem, że któryś z komiksowych superbohaterów zostanie oto pomówiony, a może nawet zostanie tak pokazany w kolejnym filmie. Z czego to wnioskowałem , na przykład z pomówień wobec Sherlocka Holmesa, czytałem opowiadania i nigdzie moim skromnym zdaniem nie ma o tym mowy, dobra wiem mieszka z drugim facetem , z doktorem Watsonem, ale ten o ile dobrze pamiętam w jakiejś damie się podkochiwał. Wiem, że w serialu BBC przywalili z grubej rury i powiedzieli to prosto z mostu, ale nie o tym są te opowiadania, tylko o rozwiązywaniu zagadek , tam życie prywatne jest bardzo minimalnie opisane, tylko po to żeby postać była prawdziwa. Z Batmanem jest tak samo, opis życia prywatnego tylko do takiego stopnia, żeby było wiadomo skąd gość czerpie forsę na swoje bardzo drogie zabawki. Gdyby miał żonę to musiały by być dzieci. Zastanawiał się ktoś ile może kosztować taki batmobil, przecież żadna kobieta by mu nie darowała takiego wydatku. Skąd wiem ? Z obserwacji kobiet w sklepach. Facet najlepiej zrobi jak się zamknie i uświadomi sobie, że jest tylko tragarzem.
Jeśli już kiedyś, któregoś z superbohaterów podejrzewałem, to prędzej stawiałbym na Supermena trochę za kolorowy, nawet to jego podkochiwanie się w Lois Lane to było taki sobie.
Szczerze nigdy nie podobało mi się, jak czytałem takie domysły na temat różnych postaci literackich lub filmowych. Ten sam problem w odbiorze mam na przykład z informacją, że bohater grany przez Sal Mineo w "Buntowniku bez powodu" jest gejem, w filmie gra raczej bardzo zagubionego dzieciaka szukającego przyjaciela, obrońcy, ale moim skromnym zdaniem to jest mocna nadinterpretacja. Zdaje sobie sprawę, że dopiero od kilku dziesięciu lat kultura masowa za akceptowała gejów i umieszcza ich w fabule, ale moim skromnym zdaniem, nie ma sensu wywracać do góry nogami historii opowiedzianych wiele lat wcześniej tylko po to, żeby je uwspółcześnić i jeszcze kilka milionów dolarów ze startego komiksu wydoić.
czwartek, 12 kwietnia 2012
NIETYKALNI
na ten film wygrałem bilety, i wczoraj żaliłem się, że dopiero trzecia osoba zgodziła mi się towarzyszyć.
Tak to jest komedia z bohaterem na wózku, tak większość żartów jest z niego i o jego ograniczeniach, tylko że to są cholernie inteligentne żarty. Przede wszystkim te żarty rozprawiały się z błędnym postrzeganiem osoby niepełnosprawnej.
Osoba niepełnosprawna ma prawo do poszanowania jej godności, jest człowiekiem. Jeśli decydujesz się jej pomóc to zrób to w sposób, aby nie ucierpiała jej godność osobista. W tym filmie jest to bardzo fajnie pokazane Driss jest wielkim , silnym dobrze zbudowanym facetem sam może przenieść Philippe na wózek, czy do samochodu robi to szybko i sprawnie, ale nie do końca zna ograniczenia Philippe i ma masę wpadek. Stara się zrobić wszystko żeby jakość życia Philippe była lepsza. Zdaje sobie sprawę, że Masserati robi wrażenie ale na drodze, a nie w garażu i to Driss je prowadzi , ale nie wozi jak sam to określił Philippe jak konia w pickupie.
Osoba niepełnosprawna jeśli odrzuci ograniczenia w umyśle powstałe w głowach otaczających ją osób pełnosprawnych może żyć tak jak chce. Dla mnie przykładem był ich lot na paralotniach, przyczyna wypadku Philippe i co z tego, że miał wypadek jest cały sparaliżowany. Jak się drugi raz coś podobnego zdarzy to ewentualnie zginie. Cudownie piękna scena.
Osoba niepełnosprawna ma prawo do seksu, tak fantastycznej sceny erotycznej w kinie to ja dawno nie widziałem, cudowny czworobok.
I na koniec jedna uwaga cala sala co chwilę rżała ze śmiechu jak stado koni i jak to określiła Prezesowa I to był oczyszczająco serdeczny śmiech, a ja w pewnym momencie powiedziałem, że bardzo chciałbym mieć takiego Drissa wśród osób mnie otaczających.
środa, 11 kwietnia 2012
obym był dobrze zrozumiany, widzę dla siebie "marne szanse"
q... jasna ch... w p... jego mać, pies mu mordę lizał, lub moje ulubione w mordę jeża
to tak na początek i tak niecenzuralnie, co jest do ch... ze mną nie tak.
Jak podoba mi się jakiś facet to oznacza, że do wyboru do koloru:
- jest młodszy ode mnie o 15 lat i chce spotykać się maksymalnie z młodszymi ode mnie o 10 lat,
- mieszka w najlepszym wariancie 150 km ode mnie, jestem mobilny, ale ch... jasna nie chcę spędzić popołudnia na podróży do niego bo on na pewno nagle jest nie mobilny,
- jestem od niego niższy w najlepszym wariancie o 15 cm , bez taboreta lub małej drabiny z Praktikera ani rusz,
jak w końcu się spotkamy to:
- sorry byłem idiotą, że pokazałem swoje prawdziwe zdjęcie, może odpowiednio przykrojone, ale prawdziwe, jego to mistrzostwo świata retuszu graficy z Gali i Vivy to zapewne skończyli u niego kurs ,
- szukał prawdziwego faceta bo jest facetem, a ma głos Farinelliego i ciało jak z obrazów Salvadora Dalii
nie będę owijał w bawełnę, chyba jestem za stary, za mało ciekawy.
Wygrałem zaproszenie na seans przedpremierowy podwójny i nagle był problem z kim iść. Dopiero osoba nr 3 zareagowała poprawnie. Kiedy usłyszała mój głos z pytaniem "co robisz jutro o 20.15" odpowiedziała "wchodzę w to, tylko gdzie mam być "
Dla wszystkich obserwatorów mojego życia to jest kobieta , i to nie jest Baronowa L. Dla potrzeb bloga będę ją nazywał Prezesową I. Jutro tzn zapewne to będzie piątek opiszę na czym byliśmy i czy było warto.
Czy ktoś kojarzy dlaczego moje znajome otrzymują tak dumne opisy ? Znawcy literatury ten rebus powinni dać radę rozwiązać najpóźniej po tym poście.
Kajot na Ciebie liczę, że już wiesz o co chodzi
;)
to tak na początek i tak niecenzuralnie, co jest do ch... ze mną nie tak.
Jak podoba mi się jakiś facet to oznacza, że do wyboru do koloru:
- jest młodszy ode mnie o 15 lat i chce spotykać się maksymalnie z młodszymi ode mnie o 10 lat,
- mieszka w najlepszym wariancie 150 km ode mnie, jestem mobilny, ale ch... jasna nie chcę spędzić popołudnia na podróży do niego bo on na pewno nagle jest nie mobilny,
- jestem od niego niższy w najlepszym wariancie o 15 cm , bez taboreta lub małej drabiny z Praktikera ani rusz,
jak w końcu się spotkamy to:
- sorry byłem idiotą, że pokazałem swoje prawdziwe zdjęcie, może odpowiednio przykrojone, ale prawdziwe, jego to mistrzostwo świata retuszu graficy z Gali i Vivy to zapewne skończyli u niego kurs ,
- szukał prawdziwego faceta bo jest facetem, a ma głos Farinelliego i ciało jak z obrazów Salvadora Dalii
nie będę owijał w bawełnę, chyba jestem za stary, za mało ciekawy.
Wygrałem zaproszenie na seans przedpremierowy podwójny i nagle był problem z kim iść. Dopiero osoba nr 3 zareagowała poprawnie. Kiedy usłyszała mój głos z pytaniem "co robisz jutro o 20.15" odpowiedziała "wchodzę w to, tylko gdzie mam być "
Dla wszystkich obserwatorów mojego życia to jest kobieta , i to nie jest Baronowa L. Dla potrzeb bloga będę ją nazywał Prezesową I. Jutro tzn zapewne to będzie piątek opiszę na czym byliśmy i czy było warto.
Czy ktoś kojarzy dlaczego moje znajome otrzymują tak dumne opisy ? Znawcy literatury ten rebus powinni dać radę rozwiązać najpóźniej po tym poście.
Kajot na Ciebie liczę, że już wiesz o co chodzi
;)
niedziela, 1 kwietnia 2012
SKOWYT
to jest dziwny film. Nie jest biografią, nie jest klasycznym filmem sądowniczym w takim amerykańskim stylu ze słynnym zdaniem "sprzeciw, Wysoki Sądzie. Podtrzymuje.", nie jest na pewno dokumentem. Zanim poszedłem na film, gdzieś w sieci przeczytałem, że James Franco jako Allan Ginsberg to pomyłka bo nie przypomina go, a musi ?
Obejrzałem ten film i jestem pozytywnie zaskoczony, mile spędziłem czas. Przede wszystkim zrobił na mnie wrażenie pomysł na pokazanie utwory, twórcy i otoczenia. Cały film jest delikatny, chociaż padają słowa przez, niektórych uznawane za wulgarne. Najlepiej jest to uzasadnione w słowach sędziego , który odrzucił pozew przeciwko wydawcy utworu i nie zabronił dalszej dystrybucji. Gdybym był na tym filmie w jakimś multipleksie i po wyjściu natrafił na otwartą księgarnie to pewnie szukałbym tego utworu, a tak wróciłem spokojnie do domu.
W filmie jeszcze jedno było dla mnie zabawne, znawcy literatury powoływani przez oskarżenie i obronę jako eksperci wypowiadali się, czy poemat jest wartościowy, odkrywczy, nowoczesny o czym autor piszę co ma na myśli i czy przetrwa w historii. W każdej z tych wypowiedzi eksperckiej przemawiał, "Zarozumialec" wszystko wiedzący, mądrzejszy i na pewno lepiej zorientowany w tym co autor miał na myśli niż sam autor. Ten "Zarozumialec", chciał mieć wpływ po przez sąd co można publikować, co mogę czytać. Może przemawia przeze mnie psychicznie maltretowany uczeń języka polskiego, który czytał wiersze w swoim tempie, aby miały rytm. Co w rozumieniu Pań polonistek zwłaszcza gdy czytałem współczesną poezję było jakimś zbrukaniem świętości, ale jeszcze bardziej nie znosiłem pytania "co autor miał na myśli". Nie wiem może pomimo wieku nadal nie rozumiem po co czyta się wiersze, ale pytanie chyba powinno brzmieć "jak rozumiesz wiersz", a w przypadku poezji chyba bardziej właściwe byłoby zapytanie "co czujesz? o czym myślisz?". Te pytania w niektórych przypadkach byłyby niegrzeczne.
piątek, 3 lutego 2012
film jest obrazem , ale potrzebuje dobrego dźwięku
nie wiem czy dobrze zostałem zrozumiany w poprzednim poście, dla mnie muzyka w filmie, serialu jest bardzo ważna wypełnia momenty, kiedy chcemy długo pociągnąć obraz bez dialogu, to obraz ma nas przykuć. Jestem realistą i nie wierzę, że w dzisiejszych czasach obraz bez muzyki zachwyci widza. Załączam 10 najbardziej dla mnie ciekawych utworów muzycznych w filmie, które dodały wartość obrazom, kolejność nie ma znaczenia.
nr 1.
nr 2.
nr 3.
nr 4.
nr 5.
nr 6.
nr 7.
nr 8.
nr 9.
nr 10.
ten ostatni klip to, odrobina szyderstwa ze mnie,
czwartek, 2 lutego 2012
ZUPEŁNIE INNY WEEKEND
przed Bożym Narodzeniem widziałem zajawkę tego filmu na youtubie i wtedy postanowiłem, że obejrzę ten film możliwie jak najszybciej i w kinie. Byłem, widziałem i mam mieszane uczucia. Jestem wstrząśnięty i zmieszany. Podobali mi się aktorzy, dokładnie ich wygląd, Russel bardziej niż Glen. Podobał mi się ten blok, w którym mieszkał Russel taki bardzo polski, zwyczajny. Pomysł, że geje mogą mieć mało forsy dla kina moim zdaniem odkrywczy dla życia prozaiczny. Zwyczajna praca, w której słucha się opowieści hetero o seksie. Takie manifestowanie jest okey, a wyobrażacie sobie homo opowiadający o swojej nocy, padłoby od razu stwierdzenie "No dobra jak już jest tym gejem to jego sprawa, ale czy on musi się z tym tak obnosić?" Ten film jest inny, nie ma tam tłumu kolorowych Ciotek, nie ma w nim hałasu szalonej imprezy, nie ma w nim tak bardzo oklepanych scen coming outu. Jest bardzo kameralny, niemal teatralny cała historia w jednym pokoju i kilka scen na zewnątrz. Dla mnie film miał jeden poważny mankament brak ciekawej ścieżki dźwiękowej tu by się świetnie sprawdzili Polscy twórcy muzyki filmowej, naprawdę moim skromnym zdaniem wtedy film byłby bardziej zwarty pełny.
niedziela, 8 stycznia 2012
Chciwość
jak wiadomo wszem i wobec , fatalnie piszę recenzję. Mam nadzieję że nie zniechęcę do obejrzenia tego filmu.
Obsada rewelacyjna, to są gwiazdy Hollywood, ale też fantastyczni aktorzy. Kevin Spacey jak zwykle doskonały, Jeremy Irons kurna chata on powinien grać tylko bezwzględnie zimnych drani wychodzi mu to perfekcyjnie i nawet nie musi broczyć w ludzkiej krwi. Demi Moore żadnej innej aktorki nie widzę w roli kobiety pracującej w korporacji, pierwszy raz zachwyciła mnie w "Sieci" teraz pokazała po raz kolejny, że może zagrać w filmie jako jedna kobieta i nie będzie kwiatkiem do kożucha, nie jest po to żeby zrobić film dla kobiet. Fabuły nie będę opowiadał nie zabiorę przyjemności do śledzenia akcji. Film jest o niebo lepszy od "Wall Streat Pieniądze nie śpią nigdy" jest świetnym dramatem, ale niestety moim skromnym zdaniem wymaga trochę wiedzy z zakresu funkcjonowania banków inwestycyjnych lub samodzielnych biur maklerskich. Oczywiście sam czytałem kilka reklam i recenzji i niestety są bardzo mylące. Dawno nie oglądałem tak dobrego zaangażowanego w dylematy moralne filmu, niestety żeby zauważyć te momenty tą fantastyczną grę aktorów, te wątpliwości trzeba wiedzieć kiedy kłamią, oszukują, dbają o własny stołek, a kiedy ważniejsza jest pensja czyli rozumieć co jest problemem tej firmy, dlaczego wyparowała z tej firmy kasa. I na koniec mój zachwyt wzbudził Zachary Quinto dał radę zagrać z dobrymi aktorami i nie pozwolił się zjeść, a może to szczęście dobrze napisanej roli dla niego. Słabo niestety wypadli Simon Baker i Penn Badgley , zwłaszcza Simon jako ktoś kto w bardzo młodym wieku zaszedł wysoko był mało dla mnie przekonujący. Miłego oglądania.
sobota, 3 grudnia 2011
Już czas
tak wiem pożyczyłem tytuł od najpopularniejszej australijskiej reklamówki, dziwne ale żadnej innej nie znam. Po kolei jakiś czas temu dosyć spory czas, na którymś z czytanych przeze mnie blogów nie jestem pewien ale chyba na tym katarzynaformela przeczytałem o dwóch filmach dokumentalnych. Pierwszy to włoski " Aż tu nagle pewnej zimy", a drugi to "Coming out po polsku". Ten pierwszy włoski nawet szybko udało mi się obejrzeć, całkiem zabawnie opowiedziana historia na całkiem serio temat, dwóch młodych gejów w momencie zmian politycznych zobaczyło jak wielka jest homofobia wśród ich rodaków. Ja najbardziej lubię tekst na samym początku filmy o ich wyjściu z szafy w słowach, że w "szafie to trzymają tylko ubrania, bo i tak nie daliby rady utrzymać tego w tajemnicy". W ogóle jak dla mnie film jest rewelacyjny, historia jest opowiedziana w sposób zdroworozsądkowo, logicznie i jakoś tak po ludzku, ale nie martyrologicznie. Teraz będzie, krótko bo sam film jest krótki klip GetUp! "It`s time" zobaczyłem u hyakinthos a, później rozprzestrzenił się jak lawina, co chwila gdzieś na niego wpadałem. Dlaczego ? Bo pod względem wizualnym jest to jedna z najlepszych reklam w sprawie związków partnerskich, oglądając ją pierwszy raz zastanawiałem się o co biega, gdybym nie oglądał jej na blogu, który znam od dłuższego czasu i podziwiałem tam inne ciekawe klipy, to zapewne finał by mnie nieźle zdziwił. I ostatni film dokumentalny obejrzany dziś "Comming out po polsku", delikatnie powiem , rozczarował mnie, nawet gorzej zdołował. Nie liczyłem, że to będzie komedia, ale film pokazujący kilka ciekawych postaci i ich historie. Liczyłem na to, że pokaże, że da się w tym kraju żyć. W całym filmie dla mnie najlepsza jest historia 22 letniego geja Żyda, który wspomniał babci jak się przed nią w outował, jak zrobiła mu tęczową jarmułkę, nie jest pewien czy swoje życie spędzi w Polsce, a jeśli już to raczej w Warszawie bo tam połowa mieszkańców nie chodzi do kościoła i jest tak zabiegana, że nie interesuje się innymi ludźmi. Nie wiem dlaczego, ale ten film był dla mnie duszny, a ja liczyłem na świeżę powietrze. Jedyny pozytywne bohater tego filmu to Babcia tego młodego Żyda, przepraszam nie padło jego imię, a z listy kto wystąpił nie chce zgadywać kto to jest, powiedziała, że w ciągu 5 góra 10 lat związki partnerskie będą dopuszczone prawem, a na ślub swojego wnuka zagranicę to ona się nie wybierze. Bardzo czekam, aby prognoza Babci się spełniła i aby w dobrym zdrowiu dożyła do dnia, w którym jej wnuk będzie mógł zawrzeć związek partnerski. Spodziewałem się trochę inaczej opowiedzianej historii z nadzieją na przyszłość, a jest opowiedziany tak jakoś bez marzeń, po prostu jest do dupy i tak będzie po wsze czasy . Na koniec dla poprawy humoru
piątek, 4 listopada 2011
posłuchajmy czegoś popularnego nr 4
teledysk nr 1
teledysk nr 2
teledysk nr 2
wcześniej powiedziałem, że na widok Pana z teledysku nr 2 "miękną mi kolana", ale Pan z teledysku nr 1 też robi na mnie cholerne wrażenie. Dlaczego ? Tylko dobry Bóg wie dlaczego tak jest.
Dzisiaj przeczytałem kilka komentarzy o filmie, na którym byłem i kompletnie się zdziwiłem, j... k... oglądałem na pewno ten film , czy go przespałem. "Sekret Saszy" moim skromnym zdaniem nie jest o Saszy, jest o jego rodzinie, o jego przyjaciółce (dziewczynie zakochanym w nim), o jego nauczycielu i o mieście, w którym żyje. "Sekret Saszy " dla mnie rewelacyjne było to, że brat kocha jego dziewczynę i zdaje sobie sprawę, że związek dziewczyny z jego bratem jest sztuczny. Dziewczyna jest naiwna. Dziwne, ale ja albo jestem bardzo tępy, ale moim zdaniem Brat Saszy zorientował się, że Sasza preferuje facetów, a ponieważ nie koliduje to mu w przespaniu się z dziewczyną brata, on może tego nie do końca akceptuje, ale na pewno to nie jest problem. Dlaczego takie wyciągnąłem wnioski? Finał jak uczy wiosłować Saszę.
Dzisiaj przeczytałem kilka komentarzy o filmie, na którym byłem i kompletnie się zdziwiłem, j... k... oglądałem na pewno ten film , czy go przespałem. "Sekret Saszy" moim skromnym zdaniem nie jest o Saszy, jest o jego rodzinie, o jego przyjaciółce (dziewczynie zakochanym w nim), o jego nauczycielu i o mieście, w którym żyje. "Sekret Saszy " dla mnie rewelacyjne było to, że brat kocha jego dziewczynę i zdaje sobie sprawę, że związek dziewczyny z jego bratem jest sztuczny. Dziewczyna jest naiwna. Dziwne, ale ja albo jestem bardzo tępy, ale moim zdaniem Brat Saszy zorientował się, że Sasza preferuje facetów, a ponieważ nie koliduje to mu w przespaniu się z dziewczyną brata, on może tego nie do końca akceptuje, ale na pewno to nie jest problem. Dlaczego takie wyciągnąłem wnioski? Finał jak uczy wiosłować Saszę.
sobota, 22 października 2011
"Sekret Saszy" byłem, zobaczyłem.
jakiś czas temu widziałem ten zwiastun. Chciałem bardzo obejrzeć ten film w kinie, panuje inna atmosfera, ale zastanawiałem się czy najlepsze sceny filmu nie są pokazane w zwiastunie i czy na resztę starczy pomysłu. Moim zdaniem film jest dobry może nawet dobry +, warto go obejrzeć przede wszystkim dlatego, że jest zbudowany na przeciwieństwach. Jest spokojny, cichy Sasza i hałaśliwy jego brat, jest matka chcąca z synów zrobić mistrzów naprawdę nie ważne jest w czym i ojciec, który jest zmęczony tym "wyścigiem szczurów". Kolejnym poziomem przeciwieństw jest miłość Jiao do Saszy, który kompletnie jej nie kocha, a na dodatek wykorzystuje ją jako swoją dziewczynę na pokaz przed rodzicami. Miłość Saszy do nauczyciela nauki gry na fortepianie, która jest rodzajem pierwszego szalonego zauroczenia, tak kocha się tylko jako nastolatek, później staramy się to kontrolować nie pozwalamy sobie na zrywy uczuć na szaleństwo, pilnujemy żeby nie zostać odtrąconym i żeby nie być śmiesznym. Nauczyciel nie kocha Saszy, on ma z nim sex i zapewne to jest pierwszy raz Saszy. Filmie jest fantastyczna muzyka i zastanawiałem się, czy jak ją zobaczę w empiku czy jej nie kupić.
Na koniec spostrzeżenie z kina. W Poznaniu film puścili w jednym kinie tylko w piątek o 22:30. Prime time to to nie jest. Ilość widzów na 15 minut przed seansem 1 osoba , na 10 minut 3 osoby (czyli doszły dwie osoby dziewczyna i chłopak), na 5 minut 4 . Hurra będzie seans. Film obejrzało trzech samotnych facetów i jedna para (dziewczyna i chłopak). W wyremontowanym kinie, fotele chociaż nowe to nadal ch... jasna niewygodne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)






