czasami zdarza mi się iść bez przekonania na jakieś spotkanie. Mam duże obawy czy będę pasował do towarzystwa, ale nie wypada się wymigiwać więc idę. Nagle orientuję się na tym spotkaniu, że nie tylko dobrze się bawię, ale baluje do samego rana. Do godziny kiedy tramwaje i autobusy nocne przestają jeździć, przynajmniej w Poznaniu w kierunku mojego mieszkania. Myślę że w balowaniu trzeba zaakceptować robienie z siebie wariata. Potrzebowałem takiego dziwnego mocnego resetu.
I wbrew doświadczeniu nie odczuwałem dzisiaj efektów kaca, chociaż piłem alkohol.
Poproszę o więcej takich weekendów ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 stycznia 2016
niedziela, 27 grudnia 2015
494) podsumowanie 2015
o tym poście myślę chyba od dwóch dni. W ciągu roku wiele razy bluzgałem, że znowu w życiu mi nie wyszło, że to nie tak miało być. Kilka postów na ten temat nawet skrobnąłem. Dzisiaj patrzę z lekkim uśmiechem i sam przed sobą muszę przyznać, że to może nawet być jeden z lepszych roków w ostatnich czterech latach. To nieopisane, niezmierzone uczucie po głębszym zastanowieniu postanowiłem podsumować w bardzo niepolskim stylu czyli dlaczego rok 2015 uważam za nawet udany. Tak moi drodzy Atlu, ze łzą w oku będzie wspominał rok 2015 i z lekka paniką spogląda w przyszłość.
W moim życiu najbardziej lubię podróże zwłaszcza te w stylu wakacyjnym. Plażą, słońce i skąpo ubrani kolesie, a jak to są Hiszpanie to chyba wszystko oczywiste. W tym roku miałem wakacje po kilkuletniej przerwie i oby było mnie stać na wyjazd w roku 2016 , żebym nie musiał czekać kilka lat.
Praca, szczerze jak praca, ale nie ma nadgodzin za free w ilości minimum ośmiu godzin na tydzień,a na dojazd tygodniowo tracę dwie godziny zamiast sześciu. Czy ja potrzebuję czegoś więcej. Zaakceptowałem myśl Duńczyka "z wiekiem spadło we mnie zapotrzebowanie na zysk, a wzrosło na święty spokój".
Chyba te dwie rzeczy nie dałyby mi tak dobrego samopoczucia gdyby nie moje działanie społeczne i poznanie kilku nowych twarzy. Chyba starożytni astrologowie przypisując mojemu zodiakowi potrzebę poznawania nowych ludzi dla dobrego samopoczucia wiedzieli o mnie coś, czego odkrycie zajęło mi trochę dużo czasu. To zajęcie po pracy bardzo mi się podoba zwłaszcza ludzie z którymi to robię.
Żeby nie było tak słodko i kogoś nie zemdliło, dostrzega jeden poważny minus roku 2015 nie znalazłem drugiej połówki , a zegar tyka coraz głośniej i to troszkę przeraża. Zaczynam panikować, że dla mnie nie stworzono mojego egzemplarza Romeo.
z życiem cały czas trzeba brać się za bary
W moim życiu najbardziej lubię podróże zwłaszcza te w stylu wakacyjnym. Plażą, słońce i skąpo ubrani kolesie, a jak to są Hiszpanie to chyba wszystko oczywiste. W tym roku miałem wakacje po kilkuletniej przerwie i oby było mnie stać na wyjazd w roku 2016 , żebym nie musiał czekać kilka lat.
Praca, szczerze jak praca, ale nie ma nadgodzin za free w ilości minimum ośmiu godzin na tydzień,a na dojazd tygodniowo tracę dwie godziny zamiast sześciu. Czy ja potrzebuję czegoś więcej. Zaakceptowałem myśl Duńczyka "z wiekiem spadło we mnie zapotrzebowanie na zysk, a wzrosło na święty spokój".
Chyba te dwie rzeczy nie dałyby mi tak dobrego samopoczucia gdyby nie moje działanie społeczne i poznanie kilku nowych twarzy. Chyba starożytni astrologowie przypisując mojemu zodiakowi potrzebę poznawania nowych ludzi dla dobrego samopoczucia wiedzieli o mnie coś, czego odkrycie zajęło mi trochę dużo czasu. To zajęcie po pracy bardzo mi się podoba zwłaszcza ludzie z którymi to robię.
Żeby nie było tak słodko i kogoś nie zemdliło, dostrzega jeden poważny minus roku 2015 nie znalazłem drugiej połówki , a zegar tyka coraz głośniej i to troszkę przeraża. Zaczynam panikować, że dla mnie nie stworzono mojego egzemplarza Romeo.
z życiem cały czas trzeba brać się za bary
czwartek, 22 października 2015
(477) moje nominacje do LIEBSTER
po pierwsze przyznaje nie lubię wszelkich łańcuszków św. Antoniego. W dzieciństwie i w młodości uśmiercałem je wręcz jak maniak z lenistwa, ze strachu co ludzie pomyślą, że się bawisz w takie głupoty. Zmieniłem się na pewno, dorosłem wątpliwe. Staram się bawić życiem. Dlatego utrzymując konwencję zabawy moje pytania, a ponieważ orłem nie jestem to ściągnę od mistrza Barnarda Pivota.
1. Jakie jest Twoje ulubione słowo ?
2. Jakiego słowa nie lubisz ?
3. Co cie nakręca ?
4. Co cię zniechęca ?
5. Ulubione przekleństwo ? ( moje ulubione pytanie) ;)
6. Jaki dźwięk lubisz ?
7. Jakiego dźwięku nie znosisz ?
8. Jaki inny zawód mógłbyś wykonywać prócz obecnego ?
9. Jakiego zawodu nigdy nie chciałbyś wykonywać ?
10. Jeśli niebo istnieje co chciałbyś usłyszeć po przekroczeniu jego bram ?
Ci, którzy są ze mną tutaj od dawien dawna wiedzą, że kiedyś odpowiedziałem na te pytania.
Czas najwyższy szanowni Państwo na nominacje, nie jest alfabetycznie jest tak jak o Was pomyślałem. Wierzcie myślę o Was bardzo ciepło i serdecznie.
1. Adi vel Baltazarze Twoje odżegnywanie jest wprost urocze
2. Anioł Twoje milczenie jest niepokojące
3. Brian tym razem napiszesz trochę więcej , klip nie wystarczy
4. Wiosenny od czasu do czasu można się zająć głupotkami
5. Piotr i Paweł znam tylko Piotra, ale Paweł też się może pomęczyć,
6. crash musisz odsapnąć od polityki i bycia takim poważnym, kiedyś też byłem
7. Kraina Sosny wczorajsze moje podtytuły chyba powinny wyjaśnić dlaczego biedactwo Ciebie dopadłem , jak dla mnie możesz to zrobić w wariancie kulinarnym. Kocham dobre jedzenia.
8. Cytrynek ja pamiętam i obserwuję.
1. Jakie jest Twoje ulubione słowo ?
2. Jakiego słowa nie lubisz ?
3. Co cie nakręca ?
4. Co cię zniechęca ?
5. Ulubione przekleństwo ? ( moje ulubione pytanie) ;)
6. Jaki dźwięk lubisz ?
7. Jakiego dźwięku nie znosisz ?
8. Jaki inny zawód mógłbyś wykonywać prócz obecnego ?
9. Jakiego zawodu nigdy nie chciałbyś wykonywać ?
10. Jeśli niebo istnieje co chciałbyś usłyszeć po przekroczeniu jego bram ?
Ci, którzy są ze mną tutaj od dawien dawna wiedzą, że kiedyś odpowiedziałem na te pytania.
Czas najwyższy szanowni Państwo na nominacje, nie jest alfabetycznie jest tak jak o Was pomyślałem. Wierzcie myślę o Was bardzo ciepło i serdecznie.
1. Adi vel Baltazarze Twoje odżegnywanie jest wprost urocze
2. Anioł Twoje milczenie jest niepokojące
3. Brian tym razem napiszesz trochę więcej , klip nie wystarczy
4. Wiosenny od czasu do czasu można się zająć głupotkami
5. Piotr i Paweł znam tylko Piotra, ale Paweł też się może pomęczyć,
6. crash musisz odsapnąć od polityki i bycia takim poważnym, kiedyś też byłem
7. Kraina Sosny wczorajsze moje podtytuły chyba powinny wyjaśnić dlaczego biedactwo Ciebie dopadłem , jak dla mnie możesz to zrobić w wariancie kulinarnym. Kocham dobre jedzenia.
8. Cytrynek ja pamiętam i obserwuję.
środa, 8 lipca 2015
(436) e-papieros
nie jestem palaczem, lekarzem też nie jestem. Mam pytanie, czy e-papieros stwarza podobne zagrożenie jak zwykły papieros w tak zwanym paleniu biernym. Pytanie niby proste, ale stwarza kolejne. Czy w miejscu gdzie jest zakaz palenia, można palić e-papierosa ?
Jeśli o mnie chodzi uważam, że zakaz dotyczy wszelkiego palenia. Bo jeśli e-papieros daje prawo do odstępstwa od reguły, to opiekunka w przedszkolu , nauczyciel powinien mieć możliwość palenia w trakcie lekcji.
Nie jestem przedstawicielem przemysłu tytoniowego, nie jestem też rolnikiem uprawiającym tytoń. Zainteresowałem się tym tematem nie dlatego , żeby zacząć palić . Tylko w ostatnim miesiącu dwukrotnie doświadczyłem moim zdaniem na własnej skórze terroryzmu palaczy e-papierosów. Pierwszy raz na wycieczce w autokarze Pani popalała jak gdyby nigdy nic i co gorsza dziewczyna za nią siedząca zwyczajnie bała się jej zwrócić uwagę , żeby przestała palić i drugi w ostatnim tygodniu w klubie fitness. Też stchórzyłem i nie zwróciłem uwagi tylko zapytałem się obsługi co mówi ich regulamin. Odbiło mi się to dziś czkawką, palacz się dowiedział kto na niego doniósł.
Mam świadomość, że palacze czują się szykanowani, nie wolno palić w budynku, teoretycznie na przystanku tramwajowym, w szpitalu, szkole i jeszcze wielu innych miejscach, a mimo to wchodząc do jakiegokolwiek biurowca najpierw trzeba przebrnąć przez kłęby dymu papierosowego i tabun pracowników co mają dodatkową przerwę.
Zabawne jest to, że jako dzieciak uwielbiałem zapach papierosów palonych przez jedną z moich ciotek, to były CARMENY, dziś chyba już nie istnieją.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
(433) chodzimy do różnych świątyń
klasyk kiedyś stwierdził, że "skojarzenia, to przekleństwo" z moich niejeden psychiatra zburzyłby kilka prawd objawionych.
Po trzy tygodniowej przerwie wróciłem na siłownie, najpierw według swojego własnego półtora godzinnego programu. Dwa dni później już na zajęcia grupowe. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby pewne organizacyjne utrudnienia wymusiły na mnie uczestnictwo w porannych zajęciach, dla mnie to jest prawie noc. Zwlekam się o godzinie co normalni ludzie jeszcze śpią , po zajęciach prysznic i do pracy. Szczerze jak ja podczas zajęć cierpię, wczesne śniadanie chce ze mnie wyjść z każdej strony, jakoś kończę te zajęcia. Nie zmuszałbym się do tego , gdyby nie mój ulubiony, według mnie najlepszy trener. Potrafi tak ustawić ścieżkę muzyczną, że kiedy padasz przynajmniej kiedy mnie dopada kryzys pojawia się utwór przy, którym chcesz dać radę, przynajmniej mi byłoby wstyd nie dać rady. "Jeśli nie ja, to kto".
Sami sobie odpowiedzcie, czy poddalibyście się, czy jeszcze tylko trzy minuty walczylibyście z samym sobą gdybyście usłyszeli ;)
Ten Trener ma słuch muzyczny, ale też jest dobrym psychologiem . Jeśli się opieprzasz to nie zauważysz utworu granego pomiędzy 20 a 25 minutą. Jeśli robisz dokładnie to co on , to około tej minuty potrzebujesz powera energetycznego, żeby dotrwać do końca. Zostało tylko 25 może trochę mniej 20 minut. Dasz radę.
Na jednym z ostatnich treningów, miałem trochę głupie skojarzenie. Uświadomiłem sobie, że tak jak wiele osób regularnie chodzi do kościoła, to wiele osób chodzi na siłownie w tym i ja. Czy ich i też moją religią jest fitness, czyli bezsensowne ciągnięcie, pchanie, podskakiwanie, wypinanie się i zginanie się w różnych kierunkach tylko żeby opóźnić proces niedołężnienia. Swoją drogą kapłani fitness są o wiele boscy niż kapłani religijni przypominający pasibrzuchów.
niedziela, 22 lutego 2015
(392) wpadłem w coś gorszego niż rutyna
dwa tygodnie temu zaliczyłem przeziębienie, ale wtedy z niego udało mi się wydostać domowymi sposobami, patent własny nie babciny bo nie lubię czosnku.
zeszły tydzień jakoś przetrwałem wstając, idąc do pracy , wracając , kładąc się spać i znowu od początku. Był tak fascynujący , że w piątek wieczorem potrzebowałem przejścia na drugą stronę lustra.
weekend marny , standard sobota w samotności, standard w niedzielę z rodziną na podwójnych imieninach i wieczór w samotności.
perspektywa nadchodzącego tygodnia jest tak fascynująca, że chce mi się wyć lub dokonać zbiorowego mordu.
zeszły tydzień jakoś przetrwałem wstając, idąc do pracy , wracając , kładąc się spać i znowu od początku. Był tak fascynujący , że w piątek wieczorem potrzebowałem przejścia na drugą stronę lustra.
weekend marny , standard sobota w samotności, standard w niedzielę z rodziną na podwójnych imieninach i wieczór w samotności.
perspektywa nadchodzącego tygodnia jest tak fascynująca, że chce mi się wyć lub dokonać zbiorowego mordu.
niedziela, 14 grudnia 2014
może za kolejne 25 lat
gratuluje Tym wszystkim co się poznali przez portale randkowe i byli ze sobą dłużej niż jedna randka. Jeśli nawet to jest teraz historia , a spotykaliście się przez kwartał lub dwa i było miło, to pielęgnujcie te miłe wspomnienia zapominając o tych złych.
Nie mam szczęścia do poznania, kogoś ciekawego w ten sposób może jest to forma kontaktu nie dla mnie. Nie zaczynam wymiany myśli raczej czekam na inicjatywę strony drugiej. Zapewne to źle. Pomimo szczególnego przypadku mam swoje wymagania, przede wszystkim "miej mózg", żebyśmy się nie zanudzili na śmierć. Co dla wielu jest dziwne, ale nie jestem "lelum polelum" może fizycznie nie spełniam żadnego szybkiego jedno hasłowego określenia faceta jak na przykład "facet zaczyna się od metra osiemdziesięciu", ale jestem nim bo podejmuje decyzje i mam świadomość poniesienia konsekwencji tych decyzji.
Nie wiem dlaczego ostatnio zaczepiają mnie profile bez zdjęcia, czasami z dziwną grafiką. Sami po jakimś czasie wychodzą z inicjatywą spotkania i kiedy otrzymują zgodę, milczą. Korespondencja umiera. Rozumiem, że ktoś nie jest gotowy aby się ujawnić, żyje w strach że jak toś się dowie to świat się wywróci do góry nogami. Sam jestem przeciw ujawnianiu się w pracy czy szkole, tak jak nie podoba mi się obnoszenie życiem prywatnym przez hetero. Dlaczego , ktoś opowiadając o swoich wakacjach mówi "byliśmy z mężem (żoną) na Cyprze , wróciliśmy w niedzielę" zamiast "byłem na Cyprze"
Odnoszę wrażenie, że z mojego żywota jeszcze będzie jedna społeczna rewolucja, ona powoli się dokonuje. Będzie łatwiej poznać kogoś homo w rzeczywistości nie tylko w sieci. Bo zniknie strach przed innością. Szczerze ten kraj w ostatnich latach to kociołek, w którym dochodzą kolejne rewolucje społeczne.
Jeśli chodzi o moje poszukiwania to szukam tylko kumpla do podróży , jeśli zmieni się to w coś ważniejszego dla mnie i dla niego to będziemy szczęściarzami jakich mało, jeśli nie to grunt żebyśmy dali radę spędzić z sobą dwa tygodnie raz na pół roku.
Gdyby ktoś chciał wyskoczyć z komentarzem "To ty nie masz kumpli, z którymi mógłbyś pojechać na wakacje" to uprzejmie informuję mam kumpli nawet o dziwo trochę ich jest. Niestety dla mnie są szczęśliwie sparowani, a mi nie odpowiadają trójkąty. Preferuję siebie w parze, lub pojedynczo.
Nie mam szczęścia do poznania, kogoś ciekawego w ten sposób może jest to forma kontaktu nie dla mnie. Nie zaczynam wymiany myśli raczej czekam na inicjatywę strony drugiej. Zapewne to źle. Pomimo szczególnego przypadku mam swoje wymagania, przede wszystkim "miej mózg", żebyśmy się nie zanudzili na śmierć. Co dla wielu jest dziwne, ale nie jestem "lelum polelum" może fizycznie nie spełniam żadnego szybkiego jedno hasłowego określenia faceta jak na przykład "facet zaczyna się od metra osiemdziesięciu", ale jestem nim bo podejmuje decyzje i mam świadomość poniesienia konsekwencji tych decyzji.
Nie wiem dlaczego ostatnio zaczepiają mnie profile bez zdjęcia, czasami z dziwną grafiką. Sami po jakimś czasie wychodzą z inicjatywą spotkania i kiedy otrzymują zgodę, milczą. Korespondencja umiera. Rozumiem, że ktoś nie jest gotowy aby się ujawnić, żyje w strach że jak toś się dowie to świat się wywróci do góry nogami. Sam jestem przeciw ujawnianiu się w pracy czy szkole, tak jak nie podoba mi się obnoszenie życiem prywatnym przez hetero. Dlaczego , ktoś opowiadając o swoich wakacjach mówi "byliśmy z mężem (żoną) na Cyprze , wróciliśmy w niedzielę" zamiast "byłem na Cyprze"
Odnoszę wrażenie, że z mojego żywota jeszcze będzie jedna społeczna rewolucja, ona powoli się dokonuje. Będzie łatwiej poznać kogoś homo w rzeczywistości nie tylko w sieci. Bo zniknie strach przed innością. Szczerze ten kraj w ostatnich latach to kociołek, w którym dochodzą kolejne rewolucje społeczne.
Jeśli chodzi o moje poszukiwania to szukam tylko kumpla do podróży , jeśli zmieni się to w coś ważniejszego dla mnie i dla niego to będziemy szczęściarzami jakich mało, jeśli nie to grunt żebyśmy dali radę spędzić z sobą dwa tygodnie raz na pół roku.
Gdyby ktoś chciał wyskoczyć z komentarzem "To ty nie masz kumpli, z którymi mógłbyś pojechać na wakacje" to uprzejmie informuję mam kumpli nawet o dziwo trochę ich jest. Niestety dla mnie są szczęśliwie sparowani, a mi nie odpowiadają trójkąty. Preferuję siebie w parze, lub pojedynczo.
niedziela, 19 maja 2013
NOC MUZEÓW
pomimo, że idea jest realizowana od wielu lat, ja byłem pierwszy. Wykorzystałem do obejrzenia wystawy Word Press Photo, którą oglądam regularnie od czasów studiów i szczerze rozczarowałem się, dziennikarze nie dają rady wyjścia poza utarte szlaki, od kilku lat pokazują mi Palestyńczyków jako ofiary w domyśle Izrael i Izraelczycy to wcielone zło, sportowców w chwili upadku przegranych i trochę zdjęć zwierząt. Na wystawie są tylko dwa zdjęcia, które w tej edycji zrobiły na mnie wrażenie wywołały emocje, zdjęcia jak ktoś będzie miał okazje to niech zwróci na nie uwagę, pierwsze to "Lew za kratami", król zwierząt w chińskim Zoo wyglądał jak więzień, zrezygnowany, smutny i miał takie przerażające oczy jakby był martwy chociaż jeszcze żyje i drugie zdjęcie to "Konar drzewa na plaży w Japonii" dziwne, ale to zdjęcie pokazywało, że natura rządzi i jak będzie chciała to zniszczy wszystko, człowieka też. Skorzystałem z okazji i połaziłem jeszcze po CK Zamek i trafiłem na wystawę fotografii tylko dla dorosłych, szczerze jak dla mnie to było dziwne nadzy faceci z butami sportowymi jako fetysze często z zasłoniętą twarzą takim zapinanym kapturem.
Później powędrowałem do Muzeum Narodowego i obejrzałem zgromadzone tam obrazy. Cały czas towarzyszył mi tłum ludzie w mniejszych grupach w parach, Panowie z Paniami, chłopcy z dziewczynami, dziewczyny z koleżankami i chłopcy z kolegami. Lubię obserwować ludzi przyglądać się im, obserwować ich zachowanie wobec osób im towarzyszących i wiecie co jest najbardziej zabawne nie przepadam za głośnym dyrygowaniem swoim partnerem, takiego obgadywania co zrobiliśmy co musimy zrobić.
W supermarketach zdarza mi się natrafić na taką scenkę "Ale wiesz, że ja tego sera nie jadam, odłóż, ten jest lepszy - mówi kobieta do swojego faceta, biorąc jakiś serek ze sklepowej półki i kończy się to, że sprowadza go do popychadła wózka sklepowego"
Nie spodziewałem się takiego zachowania w muzeum, naprawdę, o ja naiwny "Ale ja nie chcę tam iść, co tam jest ciekawego , musimy obejrzeć tutaj tylko Plażę Moneta" - powiedziała Pani do Pana przed salą z polskim malarstwem z XIX wiek.
Z jednej strony cieszy mnie ta akcja, to że Polacy mogli pobyć ze sztuką i kulturą, ale z drugiej jak widziałem matki robiące notatki w kajecikach dzieci bo coś mają zadane w szkole lub takie zachowanie cudze chwalicie swego nie znacie to można się załamać.
Rozbawiło mnie też jedno, kilka razy napatoczyłem się na grupki kilku chłopaków o wyglądzie ABS w dresiku i muszę powiedzieć, że zachowali się o wiele lepiej niż nie jedni wyglądający na elitę tego kraju. Pozory czasami mylą.
niedziela, 9 grudnia 2012
dłuższy weekend kończy się i czas wracać
dziś kończy się mój dłuższy weekend, który rozpoczął się w czwartek o 19.00 kiedy wsiadłem do samochodu startując do Poznania. Bardzo dziękuję GDDKiA, wszystkim Wójtom, Burmistrzom, Marszałkom pomiędzy Wrocławiem, a Poznaniem za kompletne nie poradzenie sobie z pierwszym większym śniegiem, w Poznaniu byłem o 23:40. Nowy rekord prędkości.
Obiecałem sobie, że wiele zrobię a wyszło jak zwykle, skończyło się na planach.
W wielkim skrócie:
Piątek - rozmowa kwalifikacyjna, czy udana czas pokaże,
Sobota - spotkanie z kumplem, a wieczorem spotkanie z kumpelami i jednej z nich nowym chłopakiem, atrakcyjnym nie powiem, wielkie chlanie,
Niedziela - leczenie kaca, zwłaszcza po biernym paleniu dzisiaj najchętniej włożył bym sobie maskare do nosa, żeby wydrapać sadzę po wdychanym dymie papierosowym no i trzeba się zbierać do Wrocławia wieczorem.
Mam pewne spostrzeżenie. Nie żyję w tak nowoczesnej grupie społecznej jak Pan Tomasz Raczek, żeby spotkać kogoś fajnego do bliższego poznania. Do barów branżowych nie chadzam, nie wiem co mnie powstrzymuje, zapewne intelektualne ograniczenia. W sukces poszukiwań w sieci przestaje wierzyć, czyli pozostaje samotność. Nie dla mnie romanse, przelotne flirty i inne podrygi serca . Chociaż samotność chyba jest ostatnio modna więc nie odstaje za bardzo od reszty społeczeństwa, a może jednak. Czasami mam ochotę powiedzieć "pora umierać", ale mam doła, wyszło ciężej niż myślałem. Pa ;)
Obiecałem sobie, że wiele zrobię a wyszło jak zwykle, skończyło się na planach.
W wielkim skrócie:
Piątek - rozmowa kwalifikacyjna, czy udana czas pokaże,
Sobota - spotkanie z kumplem, a wieczorem spotkanie z kumpelami i jednej z nich nowym chłopakiem, atrakcyjnym nie powiem, wielkie chlanie,
Niedziela - leczenie kaca, zwłaszcza po biernym paleniu dzisiaj najchętniej włożył bym sobie maskare do nosa, żeby wydrapać sadzę po wdychanym dymie papierosowym no i trzeba się zbierać do Wrocławia wieczorem.
Mam pewne spostrzeżenie. Nie żyję w tak nowoczesnej grupie społecznej jak Pan Tomasz Raczek, żeby spotkać kogoś fajnego do bliższego poznania. Do barów branżowych nie chadzam, nie wiem co mnie powstrzymuje, zapewne intelektualne ograniczenia. W sukces poszukiwań w sieci przestaje wierzyć, czyli pozostaje samotność. Nie dla mnie romanse, przelotne flirty i inne podrygi serca . Chociaż samotność chyba jest ostatnio modna więc nie odstaje za bardzo od reszty społeczeństwa, a może jednak. Czasami mam ochotę powiedzieć "pora umierać", ale mam doła, wyszło ciężej niż myślałem. Pa ;)
niedziela, 30 września 2012
marzenie o maratonie
dzisiaj odbył się podobno jeden z najlepszych maratonów w Europie , mam na myśli ten w Berlinie. Bo zdaniem tego samego źródła dziennikarzy Eurosportu, najlepszy Polski maraton odbędzie się 14 października w Poznaniu. Jeśli nadal będę w aktualnej sytuacji zawodowej to niestety będę wtedy we Wrocławiu. Mówi się trudno.
Maraton w Warszawie medialnie został moim skromnym zdaniem przyćmiony przez imprezę spacerową z soboty, to co wyprawiają ci ludzie jest śmieszne i żałosne.
Wróćmy do tematu maratonu, kiedyś usłyszałem, że nowojorczycy dzielą się na tych co zdążyli przed 40 ukończyć maraton i na tych co nie zdążyli tego zrobić przed tą magiczną liczbą . Do 40 zostało mi 624 dni , do następnego maratonu w Poznaniu ponad 365 dni bo do tego za 14 dni, znowu zabrakło wytrwałości w treningach, wiosnę i lato zawaliłem. Winny oczywiście tego stanu jestem ja sam, ale wymówki na usprawiedliwienie potrafię podać, zmiana pracy, a co za tym poszło miasta, i kompletny brak organizacji w tym nowym miejscu.
Muszę szczerze przyznać, że jako osoba nastawiona na rozwiązywanie postawionych przed nią zadań ostatnio radze sobie fatalnie. Nie myślę o pracy tylko o jakości życia. Zwyczajnie ostatnio moja umiejętność radzenia sobie z zadaniami, a co za tym idzie organizowanie sobie wolnego czasu jest coraz gorsza.
Znam jednego faceta, który zapewne weźmie udział w poznańskim maratonie, miałem przyjemność z nim porozmawiać. Dwa tygodnie temu miałem okazję oglądać biegaczy na wrocławskim maratonie, byli różni młodzi i starzy, mężczyźni i kobiety, chudzi i grubi co pozwala mi mieć nadzieję, że dam radę tylko trzeba się przyłożyć.
Mam ochotę zadać pytanie.
1. Po skończeniu studiów, kiedy zaczęła się szara proza życia dorosłego człowieka, czym się zająłeś (zajęłaś) czego wcześniej nie robiłaś ?
Jeśli chodzi o mnie to zacząłem trochę podróżować i uprawiać sport. I chciałbym wreszcie pojechać do Izraela oraz przebiec to cholerne 42 km, które nazwano Maratonem najpierw w Poznaniu, a w kolejnym roku właśnie w Berlinie, a co tam pomarzyć można.
Maraton w Warszawie medialnie został moim skromnym zdaniem przyćmiony przez imprezę spacerową z soboty, to co wyprawiają ci ludzie jest śmieszne i żałosne.
Wróćmy do tematu maratonu, kiedyś usłyszałem, że nowojorczycy dzielą się na tych co zdążyli przed 40 ukończyć maraton i na tych co nie zdążyli tego zrobić przed tą magiczną liczbą . Do 40 zostało mi 624 dni , do następnego maratonu w Poznaniu ponad 365 dni bo do tego za 14 dni, znowu zabrakło wytrwałości w treningach, wiosnę i lato zawaliłem. Winny oczywiście tego stanu jestem ja sam, ale wymówki na usprawiedliwienie potrafię podać, zmiana pracy, a co za tym poszło miasta, i kompletny brak organizacji w tym nowym miejscu.
Muszę szczerze przyznać, że jako osoba nastawiona na rozwiązywanie postawionych przed nią zadań ostatnio radze sobie fatalnie. Nie myślę o pracy tylko o jakości życia. Zwyczajnie ostatnio moja umiejętność radzenia sobie z zadaniami, a co za tym idzie organizowanie sobie wolnego czasu jest coraz gorsza.
Znam jednego faceta, który zapewne weźmie udział w poznańskim maratonie, miałem przyjemność z nim porozmawiać. Dwa tygodnie temu miałem okazję oglądać biegaczy na wrocławskim maratonie, byli różni młodzi i starzy, mężczyźni i kobiety, chudzi i grubi co pozwala mi mieć nadzieję, że dam radę tylko trzeba się przyłożyć.
Mam ochotę zadać pytanie.
1. Po skończeniu studiów, kiedy zaczęła się szara proza życia dorosłego człowieka, czym się zająłeś (zajęłaś) czego wcześniej nie robiłaś ?
Jeśli chodzi o mnie to zacząłem trochę podróżować i uprawiać sport. I chciałbym wreszcie pojechać do Izraela oraz przebiec to cholerne 42 km, które nazwano Maratonem najpierw w Poznaniu, a w kolejnym roku właśnie w Berlinie, a co tam pomarzyć można.
niedziela, 16 września 2012
reklamowanie bloga
pod poprzednim postem znalazł się komentarz, który zawiera link do czyjegoś bloga zajrzałem, jak polubię wpisy gościa to zapewne zobaczycie z boku o tym informacje, ale ten komentarz zawiera jeszcze jedną informacje wzbudzającą moje zdezorientowanie, zaskoczenie. Po prostu jestem wstrząśnięty i zmieszany. To jest kolega autora.
Nie wiem jak wy, ale ja jakoś szczególnie nie reklamuje tej swojej pisaniny, nie mówię, gorzej czasem zasłyszaną myśl w rozmowie wykorzystuje do tego skrobania, ale nie chwalę się, że piszę bloga. Z boku jest lista co lubię czytać, gdzie zaglądam, to nie jest reklama innych blogów to jest zwyczajnie informacja, co lubię czytać. Wiem, że nie którzy blogerzy są celebrytami i blog jest dla nich elementem autopromocji. Czytałem wielokrotnie, że niektórzy blogerzy się spotykają, z niektórymi sam bym pogadał. O tym skrobaniu nie informuje moich znajomych z którymi się spotyka.
Dla mnie blog to płaszczyzna poznania ludzkiej myśli, nie wiesz czy jestem niski czy wysoki gruby czy chudy, czy jestem blondynem czy brunetem, a może rudzielcem. Żaden aspekt mojego wyglądu, czyli to co jest pierwszym elementem w poznawaniu ludzi znikło. Czasami zwiększam atrakcyjność wpisu obrazkiem, niestety jest to obrazek z netu , doskonały model jeszcze podretuszowany w programie graficznym.
Wracając do reklamowania blogu nie przeszkadza mi to, choć sam tego nie robiłem , zwykle jak coś ciekawego znajdę to zostawiam komentarz ale bez podania adresu zwrotnego, google mu i tak pomoże w poszukaniu kto pozostawił ten wpis.
Na koniec najbardziej absurdalna forma reklamowania bloga , karteczka z adresem przyklejona na przystanku tramwajowym, tak jak czasami reklamują się korepetytorzy. Nie wyobrażam sobie tej formy reklamy w moim wydaniu , kilka słów i adres.
środa, 20 czerwca 2012
samotnie w Starbucku
jest wieczór piję kawę w Starbucku i wiem, że na weekend pojadę do Poznania, nie chce mi się. Tylko co ja mam tutaj robić sam, nie ma do kogo pyska odezwać. Pozostaje iść na kawę i latać po necie. Bez skrajności, ale nie wszystko można wyświetlić na monitorze w miejscu publicznym. Kawę z mojego ekspresu robię sobie znacznie lepszą w porównaniu do drogiej kawiarni, a przede wszystkim tyle nie kosztuje. Net w Poznaniu opłacony, a tu tylko bezprzewodowy , albo publiczny, jeden gorszy od drugiego. Strona ładuje się masakrycznie długo. Chociaż takich samotnych netowców jak ja w tej chwili jest czterech i o dziwo to sami faceci. Jest jeszcze jedna Pani, ale jej na ramieniu wisi ciągle facet. Czy ktoś obstawia, że oni też są tęczowi ?
Z życia zawodowego kręci się jakoś gorzej, lepiej, ale kręci się . Sukcesów brak, porażek też, czekam na pierwszą pełną wypłatę, mam nadzieję nie rozczarować się.
Wiem jedno po wypłacie, zapisuję się na jakąś siłownie zwariuje bez wysiłku. Potrzebuję bólu mięśni, a nie tylko głowy z powodu stresu. Ktoś co to czyta zna jakieś ciekawe miejsca tego typu.
Nie spodziewałem się, że będę czuł się tak samotny, taki jakiś obcy nie bardzo wiedzący co z sobą zrobić. Nawet nie mam ulubionych miejsc do połażenia bez sensu, ulubionych miejsc do zjedzenia i do posiedzenia. Szukam nowych miejsc, ale ciągle nie spełniają moich potrzeb. Wiem, że jestem we Wrocławiu dopiero niecały miesiąc, ale mogło by być lepiej, po pracy szczerze nie mam z kim pogadać, a ja raczej nie jestem aspołeczny, potrzebuje komunikacji z drugim człowiekiem, a w pracy jest żargon zawodowy i pilnowanie się, żeby nie zaliczyć jakiejś słownej lub sytuacyjnej wtopy, więc nie za dużo mówię.
wtorek, 1 maja 2012
Batman jest gejem
Od momentu, kiedy przeczytałem , że Batman jest gejem, to jestem w szoku, gorzej jestem przeciw. Owszem wiedziałem, że któryś z komiksowych superbohaterów zostanie oto pomówiony, a może nawet zostanie tak pokazany w kolejnym filmie. Z czego to wnioskowałem , na przykład z pomówień wobec Sherlocka Holmesa, czytałem opowiadania i nigdzie moim skromnym zdaniem nie ma o tym mowy, dobra wiem mieszka z drugim facetem , z doktorem Watsonem, ale ten o ile dobrze pamiętam w jakiejś damie się podkochiwał. Wiem, że w serialu BBC przywalili z grubej rury i powiedzieli to prosto z mostu, ale nie o tym są te opowiadania, tylko o rozwiązywaniu zagadek , tam życie prywatne jest bardzo minimalnie opisane, tylko po to żeby postać była prawdziwa. Z Batmanem jest tak samo, opis życia prywatnego tylko do takiego stopnia, żeby było wiadomo skąd gość czerpie forsę na swoje bardzo drogie zabawki. Gdyby miał żonę to musiały by być dzieci. Zastanawiał się ktoś ile może kosztować taki batmobil, przecież żadna kobieta by mu nie darowała takiego wydatku. Skąd wiem ? Z obserwacji kobiet w sklepach. Facet najlepiej zrobi jak się zamknie i uświadomi sobie, że jest tylko tragarzem.
Jeśli już kiedyś, któregoś z superbohaterów podejrzewałem, to prędzej stawiałbym na Supermena trochę za kolorowy, nawet to jego podkochiwanie się w Lois Lane to było taki sobie.
Szczerze nigdy nie podobało mi się, jak czytałem takie domysły na temat różnych postaci literackich lub filmowych. Ten sam problem w odbiorze mam na przykład z informacją, że bohater grany przez Sal Mineo w "Buntowniku bez powodu" jest gejem, w filmie gra raczej bardzo zagubionego dzieciaka szukającego przyjaciela, obrońcy, ale moim skromnym zdaniem to jest mocna nadinterpretacja. Zdaje sobie sprawę, że dopiero od kilku dziesięciu lat kultura masowa za akceptowała gejów i umieszcza ich w fabule, ale moim skromnym zdaniem, nie ma sensu wywracać do góry nogami historii opowiedzianych wiele lat wcześniej tylko po to, żeby je uwspółcześnić i jeszcze kilka milionów dolarów ze startego komiksu wydoić.
poniedziałek, 19 września 2011
nie lubię poniedziałków do 16:00
Dzisiaj tak jak wczoraj deklarowałem , punkt 16:00 wyparowałem z biura. Mojego slalomu po korytarzach po zazdrościłby mi nawet Struś Pędziwiartr. Szczerze jednak muszę przyznać, że myślałem o bardziej męczącym dniu w pracy. Natomiast popołudniu miał być luzik i guzik z pentelką. Najpierw szukałem sklepu rowerowego , kurcze wyparował. Byłem przekonany, że wiem gdzie jest , więc wróciłem na kwadrans do domu, sprawdziłem inne firmy i lokalizacje i pojechałem do innego. Z zakupem wróciłem do domu i dokonałem montażu, wydawało się okey, niestety na zajęciach spinnigowych cały czas prawy but był jak dla mnie trochę za słabo skręcony, muszę poprawić. Tak chodzę na zajęcia spinningu, jedyna forma sportu jak dla mnie dostępna i do za akceptowania, wprawdzie po zajęciach nic mi się nie chce, ale wiem że za dwa dni wrócę na kolejne. Czytałem różne opinie o etykiecie, kulturze, jak należy zachowywać się na siłowni, lub klubie. Zawsze mnie to bawi, my Polacy jesteśmy bardzo specyficzni. "Uwielbiam" obserwować nowobogackich i urzędników administracji publicznej, naprawdę ciekawe indywidua , jedni i drudzy w życiu stoją na przeciwko siebie, to są dwie grupy najbardziej antagonistyczne, a na siłowni zachowują się w stylu "Ludwika XVI" - państwo to ja, czyli pełen lans, ubaw po pachy i prawie na pewno gwiazda świeci. Skoro tak łatwo oceniam i drwię z innych , to kim ja jestem w takim miejscu? Odpowiedź jest prosta, jeśli kiedy kolwiek zobaczyłeś gościa i zadawałeś sobie pytanie "Co on tu robi do ch...?" To niestety ja. Pasuje tam trochę "jak pięść do nosa" w ocenie innych, tylko mnie ocena innych dawno przestała interesować, ja zwyczajnie chadzam tam po to aby po około dwóch godzin mordowania, zapomnieć o problemach, nie miłych sytuacjach, wyrzucam złą energię i po zajęciach wracam do domu i idę spać jak małe dziecko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







