Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2016

521) dobra zmiana powodem zaliczenia doła

zmieniamy się każdego dnia. Zmian w sobie z dnia na dzień trudno dostrzec, ale w innych zwłaszcza po jakimś czasie bardzo łatwo, a może to ja się zmieniłem ?

Mój ostatni pobyt w rodzinnym domu jeszcze do dziś we mnie siedzi. Zawsze byłem pod względem spojrzenia na świat inny niż mój ojciec, ale wydawało mi się, że podobnie patrze jak moja matka. Różniliśmy się tylko spojrzeniem na jeden aspekt, ona za wszystkie złe momenty obarcza geny. Rodzic nie wychowuje, za to czy jesteś gorszy od niej, winne są geny. Tylko takie założenie przypomina mi tragedie grecką, w której nie ważne co zrobię i tak przegram poniosę porażkę, bogowie mnie ukarzą. 

Trochę czasu upłynęło i moja matka wygłasza poglądy rodem z radia Maryja. Właściwie jakakolwiek zmiana tematu powodowała jeszcze większą katastrofę . Jej ocena zdarzeń w Polsce, w Europie i świecie , miałem wrażenie jakby zostali spuszczeni z łańcucha czterej jeźdźcy apokalipsy. Nie wiem, ja staram się filtrować ilość wiadomości, które do mnie docierają. Dlatego lubię czas spędzony na zajęciach fitness lub squashu lubię moja ubogie fajne grille w miejscach gdzie nie ma zasięgu. Staram się cieszyć okruszkami, które mi się zdarzają, dobrych chwil. 

Niestety na  rodzinnej imprezie były moje dwie Ciocie, które 20 lat temu stanowiły jakiś autorytet, szczerze lepiej żeby siedziały cicho. Jedno spotkanie dwie godziny i same zlikwidowały piedestał, na którym kiedyś je umieściłem. 

Właśnie doświadczyłem czyściec. Zadaję sobie pytanie, po co się katować rodzinnymi imprezami. W tym czasie powinienem być na wyjazdach służbowych, konferencjach lub urlopie. żeby tylko na nich nie być. Wysłać sms z życzeniami lub zadzwonić, tylko tyle. 

W tym czyśćcu uświadomiłem sobie, że wybędę z tego kraju tylko po to, żeby testament sporządzić według lepszego prawa. 

Wielu z Was jest ofiarą heteronormatywności, trochę Wam zazdroszczę zostałem wepchnięty w aseksualizm . Niepełnosprawny jest jak kibel w miejscu publicznym nie ma płci, jest jak obojnak powinien sam sobie wystarczyć.
 

środa, 15 lipca 2015

(438) na rodzinnych imprezach

w środku tygodnia miałem rodzinną imprezę , imieniny mojej mamy. Od lat nie wyprawia ich z wielkim zadęciem . Jest najbliższa rodzina jej dzieci, ich dzieci i jej siostry bez mężów. Ciekawe? W wariancie tegorocznym byłem jedynym facetem . To coraz bardziej przypomina spotkanie psiapsiółek, miej odwagę mieć inne zdanie, śmiech na sali.

Dobra odbębniłem , przeżyłem. Spodziewane zgrzyty wystąpiły w miejscach przewidywanych i niestety w kilku innych będących kompletnym zaskoczeniem. Takie są uroki spotkań rodzinnych.

Jednak pewna informacja, podana przez najstarszą z sióstr, spowodowała moje wielkie zaciekawienie. Jej wnuk jeszcze student zaczął zbierać na mieszkanie, koniecznie chce się wyprowadzić do dużego miasta, pod uwagę jest brana tylko wielka szóstka, reszta odpadła w drodze pierwszej selekcji. Szczerze nie wiem jak zmienił się mój kuzyn, jego ojciec. Nie wiem co młodemu uwiera w rodzinnej chacie. Mamusia nie najlepiej gotuje i za bardzo krochmali gacie ? W czasach kiedy każdy synalek udaje lelum polelum i właściwie przy mamusi chciałby być do czterdziestki ten chce się spakować i zwiać daleko od rodziny. Szczerze nie pamiętam kiedy ostatni raz z nim rozmawiałem, kojarzę go z któregoś z ostatniego 1. listopada. Zastanawia mnie czy on przypadkiem czegoś nie ukrywa, czegoś czego babcia popierająca "pis" nie ogarnia, w mniemaniu babci ona i jej rodzina jest idealna. Mam nadzieję, że dostęp do internetu pozwolił mu znaleźć mądrą informację na nurtujące go pytanie.

Tak podejrzewam go, że za bardzo nie pociągają go dziewczyny. Wprawdzie mój gay radar jest bardzo słaby, ale istnieje i czasami mnie zaskakuje.
Zastanawia mnie, nasze genetyczne powiązanie mamy 12,5 % wspólnego kodu genetycznego czy mniej? Zaskakujące w tej naturze byłoby to, gdyby akurat te kilka procent było istotne. Zaskakujące. Ciekawe czy ktoś to ma zbadane, zidentyfikowane tak naukowo, a nie w sferze domysłów i hipotez.

niedziela, 19 kwietnia 2015

(411) niestrawność

jak każdy nastolatek przeszedłem w życiu etap buntu z perspektywy upływającego czasu uważam, że w formie dość łagodnej. Poza sporami intelektualnymi w ocenie otaczającego nas świata. Moja młodość przypadła na czas wielkich zmian końca XX wieku. Fascynujące to były czasy. Powstała wtedy III Rzeczypospolita , była jak dziecko nieporadna, nie składna i chyba nie do końca świadoma w jakim kierunku chce podążać.

Co niedzielę jestem na obiedzie u rodziców, później kawa i luźna rozmowa. Czasami  w wydaniu moich rodziców bardzo emocjonalna, czasami z mojej strony. Nie wiem dlaczego, ale nie lubię kiedy szarpią nami emocję, preferuję rozmowy w oparciu o wiedzę i suche fakty. Pewien rodzaj informacji staram się omijać szerokim łukiem. Kompletnie nie interesują mnie informacje o wypadkach, nawet zbiorowych ilość ofiar śmiertelnych nie spowoduje mojego zainteresowania.
Niestety moja matka  opowiedziała mi o tragedii 700 nielegalnych imigrantów zmierzających do Włoch. Jej komentarze spowodowały, że przedstawiłem jej swój pogląd na ruchy ludzi. Na ubytek młodych Polaków i na konieczność przyjęcia innych nacji, które miejmy nadzieje będą miały ochotę tutaj zamieszkać i z nami się zintegrować bo inaczej źle to widzę.

Niestrawność powstała u mnie z tego powodu, że w jej opinii jest u nas dobrze i ona nie chce żadnych obcych zwłaszcza innego koloru skóry bądź religii. Zszokowałem się, nigdy tak ostro i tak jednoznacznie nie powiedziała, nie dla obcych. Rad nie rad byłem brutalnie szczery i powiedziałem , to co mi moja wiedza podpowiada, że czeka nas w najbliższych latach kolejna społeczna rewolucja. W najbliższych latach przyjmiemy minimalnie dwa miliony obcokrajowców czy tego chcemy , czy nie. To nie będą katolicy. Czy to będą tylko Ukraińcy wątpię. Musimy zaakceptować inne kolory skóry , zapewne nie w małych miastach, ale tych sześciu największych na pewno. Niestety twardo broniła swoich racji i stwierdziła, że "musimy zmusić do powrotu rodaków" , kiedy to usłyszałem nie kontynuowałem dyskusji, poszedłem jak zmyty. Wróciłem do siebie.

niedziela, 18 stycznia 2015

Przyjaciele

w popularnym serialu jest prezentowany model znajomości kilku obcych sobie osób, które poznały się w jakiś sposób i żyją razem. Można odnieść wrażenie, że Ci znajomi są bardziej istotni dla nich niż rodzina. Ten schemat jest też kopiowany w innych serialach czasami z lepszym, a czasami z gorszym skutkiem. Dotarło do mnie, że kopią tego serialu są Queer as Folk i Looking. Jest tam mało szalonych kobiet jak Phoebe Buffy, ale można być sarkastycznym i stwierdzić, że w każdym z nas jest Phoebe. 

Uświadomiłem sobie, że ja takiej grupy wsparcia nie mam i raczej nie widzę szans na jej stworzenie. Trochę za późno. Z drugiej strony jako niesparowany, nie powinienem tego wykluczyć. Niestety mój analityczny umysł podpowiada mi, że to nierealna mrzonka. Przyczyna tego stanu rzeczy nie jest do końca ode mnie zależna. Pierwsze to panująca w Polsce rodzinność. Pomimo, że nasze rodziny nie są idealne. Niektórzy jej członkowie potrafią zagrać na nerwach używając wszystkich instrumentów obecnych na składzie orkiestry symfonicznej. To i tak robimy fałszywy uśmiech i się tym katujemy, w każde święta i na każdej rodzinnej uroczystości. Kolejnym powodem są nasze miejsca pracy, a właściwie panująca w nich kultura organizacyjna. My unikamy współpracy, a raczej dążymy do konfrontacji. Trudno sobie wyobrazić fajne relacje z kimś kogo postrzegam jako rywala do swojego stanowiska. 

Wczoraj byłem na piwie i brydżyku. Popiłem pogadałem. Ja i trzech ludzi i jakoś było fajnie. Było o czym gadać, o czymś co mnie zainteresowało. Dzisiaj rodzinna impreza. Pięciu dorosłych i dzieciaki i było nudno, nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Chociaż staram się nawiązać jakąś rozmowę to rezygnuje po kolejnej odpowiedz w formie jednego wyrazu lub jakiejś onomatopei  Żyjemy na dwóch różnych biegunach i szczerze raczej odpychamy się kiedy wypada się spotkać. Szkoda czasu i nerwów. Wiem to takie nie polskie, przecież rodzina jest najważniejsza. Jestem skazany na samotność.


  

sobota, 22 lutego 2014

przepraszam

każdego, co miał przyjemność lub nie, poznać mnie. Zobaczyć. Przywitać się. Wymienić uścisk ręki.
Jeśli myślisz, że pamiętam Ciebie to z naprawdę wielką przykrością pragnę uświadomić, że może być inaczej.
Mam świadomość, że to jest żenujące nie pamiętać imienia kogoś z kim byłem na meczu przez 120 minut. Tylko uczciwie, wy macie znaczącą wobec mnie podpowiedź, a ja nie. Pamiętacie wszystkie imiona ?
W swoim marnym życiu spotkałem osoby bardzo przyjazne wobec mnie, które rozumieją mój żart, bo ja śmieje się z siebie i bardzo często z zakłopotania innych i nie przeszkadza mi to, o wiele bardziej wqrwia mnie litość jak to mam przerąbane.
Przerąbane to mają dzieci z rodzicami , którzy trzymają ich pod kloszem, moi pozwolili mi rąbnąć o tafle lodowiska tyle ile razy ile dałem się podnieść, a jak nie chciało mi się podnieść to wydarli tak pysk, że dałem radę powstać.

sobota, 22 czerwca 2013

z okazji dnia Ojca, życzę mojemu...

dziwna sprawa, zacząłem myśleć nad jutrzejszym świętem i nie wiem czy Gazeta Wyborcza w Wysokich Obcasach swoim cyklem o Ojcach dzieci niepełnosprawnych co to jedni walczą, inni się poddają, a jeszcze inni chcieliby z kimś normalnie porozmawiać spowodowała, że na mojego Tatę spojrzałem inaczej, a może wreszcie dorosłem .
Nie będzie patetycznie i zadęcie, mam nadzieję, że będziecie się śmiali tak jak my w rodzinie kiedy ktoś to wspomina, a mój Tata jest zakłopotany.
Zdarzenie numer jeden
Miałem kilka lat, kuzyn dostał konia na biegunach, chciałem spróbować, nie najlepiej się trzymałem grzywy konia, czyli spadłem było rozwalone czoło i strach Ciotki, Babci i jeszcze kogoś, że jak Ojciec to zobaczy to ich pozabija. Dwie dorosłe baby i nie upilnowały dzieciaka. Znając mojego Ojca awanturę im zrobił, mi na konia nie zabronił siadać, chyba nawet kilka razy siedziałem pod jego opieką.
Zdarzenie numer dwa.
Chodzę sobie do zerówki takiej zwykłej normalnej i po pół roku Pani Wice Dyrektor zauważa nie do końca standardowego ucznia i postanawia go przesunąć do szkoły specjalnej, wtedy nie było klas integracyjnych, jak tylko to usłyszał to zrobił taką awanturę, że Pani Wice Dyrektor postanowiła, że przejdę kilka badań czy  nadaję się do normalnej szkoły. Co powiedział mój Taty "dla bezpieczeństwa tych uczniów wskazane byłoby, żeby Pani przeszła podobny test" jak to wypomina mu moja mama, że nie mógł sobie darować tej uwagi i ja mam to za nim, że czasami za późno milczę. Zabawne jest to, że w ósmej klasie ta sama Pani Wice Dyrektor wręczała mi jakąś nagrodę.
Zdarzenie numer trzy.
Liceum, wywiadówka na której widzi kilka zwolnień podpisanych rzekomo przez niego pierwszy raz. Jego komentarz "wszystko mogę zrozumieć, ale ta trója z fizyki i niemieckiego to jakieś przegięcie"
Zdarzenie numer cztery.
Zdane prawo jazdy, pierwsza jazda własnym samochodem, bo swojego mi nie miał odwagi dać, ja czerwony ze złości na jego notoryczną krytykę co do mojego panowania nad samochodem, on zielony ze strachu, że żywy nie wróci do domu według słów mamy.
Czytam to i się uśmiecham, bo nie jest supermenem, nie jest doskonały kilka razy zagotował mi krew, ale chyba mu się udało usamodzielnić mnie pomimo rzekomych ograniczeń, a to tylko wyżej była zawieszona poprzeczka. Nauczył mnie nie myśleć o ograniczeniach tylko znaleźć rozwiązanie.
Dzięki Tato.

niedziela, 23 października 2011

spotkania rodzinne

dwa tygodnie temu zaliczyłem jedną imprezę rodzinną, dzisiaj drugą, myślę o imprezie, na której jest kuzynostwo, ciotki i wujkowie. Szczerze jedna i druga uświadomiła mi, że ja jestem z kompletnie innej bajki. Facet bez żony lub partnerki, bez dzieci, przed 40 , trudno pisać , że po 30 skoro odległość do 30 jest znacznie większa niż do 40 jest proszony na rodzinną imprezę. Szczerze może jestem zbyt brutalny, ale to jest kompletna porażka po trzech godzinach czuje się maksymalnie zmęczony i ma wszystkiego dość. Na dodatek z faktu, że wraca kilkadziesiąt kilometrów do domu nie piję, czyli obserwuje towarzystwo na trzeźwo, to nie najlepsze rozwiązanie, w końcu jako pierwszy wychodzi z imprezy i wraca do pustego mieszkania z bólem głowy. Nie mam nic przeciwko swojej rodzinie, czy ich kocham , na to pytanie Wam nie od powiem, tylko spostrzegam, że z roku na roku się oddalamy stajemy się obcymi ludźmi. Ktoś powie, że za ten stan rzeczy jestem odpowiedzialny w takim samym stopniu jak druga strona nie będąc wobec nich szczery. Tylko, że ja postrzegam współczesną rodzinę jak dekoracje w filmie "Ten zamek to nie średniowieczna budowla tylko odrobina gipsu, kartonu, desek i obróbka w komputerze", wydaje mi się , że w "Księciu przypływów" usłyszałem tekst, że "Każda rodzina ma swoje tajemnice i skrzętnie je skrywa". Drugim dla mnie szokiem jest jak bardzo oni są konserwatywni, a może to ja stałem się nazbyt liberalny. Nie opieram tego na fakcie komentarzy o ostatniej rewolucji wyborczej w Polsce, tylko opieram to na podstawie komentarzy dotyczących kazania księdza w kościele, który nadal dla wielu jest wyznacznikiem prawd objawionych. Nie zamierzam referować całego kazania tylko zreferuje je jednym zdaniem "skoro dla 99 % Polaków autorytetem jest błogosławiony Papież Jan Paweł II, to dlaczego około 50 % Polaków akceptuje aborcję, eutanazję, seks przed małżeński itd?" Moja odpowiedź jest prosta to układ ankiety o autorytet jest problemem , a nie te inne ankiety. W tamtych Polacy są bardziej szczerzy, a tej o autorytet nie za bardzo wypada coś innego od powiedzieć. Szczerze przyznam, że sam miałbym wielki problem z pytaniem, który Polak jest dla mnie autorytetem. Kończąc dzisiejszy post przypomniało mi się, że na rodzinnej fotografii trzeba stać z boku, w razie czego się to się wytnie.