Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baronowa L.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baronowa L.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 maja 2012

Trasa koncertowa cz 3 i ostatnia

przynajmniej na jakiś czas. Dzisiaj wstałem o 4 rano udałem się w podróż na spotkanie z Panem Prezesem , spotkanie było o 10 , wypadło według mnie bez żadnych reakcji chemicznych, a było po to aby sprawdzić czy jest między nami chemia. No ja tam żadnej nie poczułem, miło sobie pogadaliśmy i tyle. Wracając na pociąg pomyślałem tylko ile zainwestowałem bez sukcesu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy około 12:30 poinformowano mnie telefonicznie, że jestem w poniedziałek oczekiwany w pracy.
Moje bezrobocie trwało dokładnie 8 tygodni czyli 56 dni, z jednej strony to długo z drugiej słysząc o byciu bez pracy przez niektórych ponad pół roku to jestem szczęściarzem.
Muszę szczerze podziękować wszystkim tym co wierzyli we mnie wtedy kiedy ja już w siebie nie wierzyłem, nie tylko tych co czytają ten blog, również tych co go nie czytają.
Szykuje się jeszcze niestety pewna zmiana, ale mi ona jakoś specjalnie nie przeszkadza, będę żył w dwóch miastach w dwóch województwach będę jak BZ WBK przed połączeniem.
Tylko co ja będę robił w tygodniu , przecież tam nikogo nie znam, mam nadzieję że kogoś fajnego poznam.
Tu będę w tygodniu pracował, wizytówka miasta
a tu będę wracał na weekend, może nie zawsze ;)


z kronikarskiego obowiązku , postaram się oznaczać gdzie dany post został napisany.


sobota, 28 stycznia 2012

proboszcz w konfesjonale we własnej parafii

kiedyś wspominałem, że wybieram się do Baronowej L na weekend, wino i co ino piłem, ale spotkanie ogólnie było letnie. Może z powodu, że był jej facet, a ja o mało nie doprowadziłem do jego eksmisji. Dlatego gdy w piątek zaczęła klikać co robię w sobotę i czy może mnie odwiedzić na kawę, zgodziłem się bez zbędnych ceregieli. Baronowa L. zawitała w moje skromne progi tak z ostrym przytupem i lekkim spóźnieniem. Ta kobieta nie potrafi wejść, żeby o tym fakcie nie zakomunikować całemu piętru.  
Do rzeczy, po kwadransie już wiedziałem "Huston mamy problem", miała doła, kryzys w relacjach i potrzebowała słuchacza takiego spowiednika, który nie poleci do jej matki lub niego i powie wszystko lub przez przypadek mu się wymsknie coś więcej. Z resztą zaskakuje mnie tym, że ona sobie zdaje sprawę, że ja nie mam najlepszego zdania o nim, gorzej ja nie jestem do końca przekonany czy chciałbym go spotkać w ciemnej uliczce, zwyczajnie nie do końca mu ufam. Problem jest taki, że ja nie jestem pewien, czy on zdaje sobie sprawę jakie mam relacje z Baronową L. on chce być samcem Alfą, ale do końca mu to nie wychodzi, co gorsza Baronowa L. go usadza w momencie gdy chodzi o mnie. 

Jeśli ktoś myśli, że moje relacje z Baronową L. są klasyczne homo i jego psiapsiółka, to się bardzo myli. Tu nikt nikomu nie płacze w mankiet od bluzki czy koszuli, potrzebujemy tych spotkań, żeby wywalić z siebie nagromadzoną frustracje, żeby zdobyć energię na kolejne dni. . Uświadomiłem to sobie kiedy zadałem jej dziś pytanie, czy On wie kogo dziś odwiedza. Jej odpowiedź spowodowała, że oczyma wyobraźni widziałem spalone drzwi od mojego mieszkania. To jest kolejny ich kryzys, a Ona komunikuje się ze mną. 

Właśnie skojarzyło mi się jedno, największe marzenie homo uwieść hetero, przepraszam tylko nie wybranka Baronowej L. to jaj wolę katolicką abstynencję w tych sprawach. 

wtorek, 22 listopada 2011

proboszcz w konfesjonale

dzisiaj poczułem się jakbym był księdzem w konfesjonale. Baronowa L (tak będę tutaj nazywał moją znajomą) po bardzo długim czasie milczenia zaczęła klikać na skypie do mnie w czasie pracy, starałem być się miły chociaż termin i różni beneficjenci tworzonych informacji co chwila przypominali się o dane. Ona się żaliła, właściwie spowiadała, a ja robiłem raporty z danymi, a zdaniami otwartymi mało precyzyjnymi pocieszałem ją i pozwalałem wylać całą żółć na klawiaturę bo przecież nie na mnie. Niestety my faceci w niektórych sprawach jesteśmy mało zgrabni, a na dodatek słabo wychodzi nam robienie dwóch rzeczy na raz i w pewnym momencie czy to z braku cierpliwości czy roztargnienia palnąłem zdanie w trybie oznajmiającym, a nie przypuszczającym. Mała różnica, tylko uświadomiłem jej, że albo wystawi walizki swojego faceta za drzwi, albo chce kandydować na świętą, a jak wiadomo mało jest Baronowych świętych. Co ja się namęczyłem, żeby wycofać się rakiem z tego klawiaturowego  pisarskiego pasztetu. Jeżeli to się skończy wystawieniem walizek za drzwi, to facet mnie zabije i wcale nie będzie czekał żeby to zrobić w samo południe. Zresztą od początku dla mnie to był mezalians, wyglądał jak z westernowego listu gończego, ale miłość jest ślepa więc życzyłem Baronowej L. wszystkiego dobrego, wprawdzie dziwną byli parą, ale ok. Mentalnie to była próba zbudowania związku przez Biedronia z Kaczyńskim. Rozgrzeszenie dałem, a za pokutę spotkać się ze mną w piątek na wino, niestety nienajbliższy. I to na tyle, a na koniec miła fotka, żeby nie było depresyjnie.